Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Blog > Komentarze do wpisu

Lombardia. Tremezzo. Willa Carlotta i jej ogrody.

TremezzoAby nieco rozproszyć zimowy nastrój postanowiłam napisać coś o wiośnie i ogrodach pełnych kwitnących kwiatów. Właściwie  zainspirował mnie blog Ady pt."Kraków i okolice" i jej prześliczne zdjęcia tak ukochanej przeze mnie lawendy, oraz kwitnących magnolii. W czasie  wędrówek po Lombardii, mogłam niejednokrotnie podziwiać "luoghi di delizie", przepiękne wille we wspaniałych ogrodach, które kiedyś były własnością prywatną, a dziś jako dziedzictwo kulturowe są udostępnione szerokiej publiczności. Cena biletu podobnie jak do większości muzeów to osiem euro. Dla turysty, który w ograniczonym czasie chciałby zobaczyć jak najwięcej interesujących miejsc, jest to niemało, lecz są to z pewnością dobrze wydane pieniądze. Lombardzkie jeziora i ich piękny pejzaż od dawna przyciągały arystokrację, zarówno tę z urodzenia, jak i finansową. Powstało w ten sposób wiele pałaców i willi, gdzie właściciele spędzali letnie miesiące z dala od miejskiego kurzu i obezwładniającego upału. W pobliżu Mediolanu znajdują się dwa jeziora, Lago Maggiore i Lago di Como. Na ich brzegach znajdziemy wiele takich miejsc. Lago Maggiore, to przede wszystkim Isola Bwilla Carlottaella i Isola Madre, oraz ogrody willi Taranto i Pallavicino. Lago di Como, to willa Monstero w Varennie, willa Melzi w Bellagio i leżąca po przeciwległej stronie jeziora, willa Carlotta w Tremezzo. Miałam niewątpliwą przyjemność widzieć je wszystkie i trudno powiedzieć, która z nich zrobiła na mnie największe wrażenie. W niezrównany sposób są one wkomponowane w otaczający je pejzaż, niepowtarzalne, pełne pięknych roślin, które cieszą oczy zwiedzających w ciągu całego okresu wegetacji. Ogrody te są  dostępne dla publiczności od kwietnia do listopada. W większości są to stare założenia parkowe, choć w niektórych przypadkach wielokrotnie zmieniane i wzbogacane. Również wille, często wzniesione w bardzo odległych czasach, były na ogół unowocześniane i przebudowywane przez kolejnych właścicieli. Willa Carlotta o której chcę napisać tym razem, powstała w XVII wieku i początkowo stanowiła własność rodziny Clerici. Następnie odkupił ją lombardzki self - made - man, polityk z czasów Republiki Cisalpińskiej i wytrawny kolekcjoner, Gian Battista Sommariva. To dzięki niemu willa wzbogaciła się o piękne zbiory malarstwa i rzeźby. Po  śmierci Sommarivy jego rodzina sprzedała posiadłość księżnej Mariannie von Nassau a ta przeznaczyła ją na prezent ślubny dla córki Carlotty i jej męża, księcia Jerzego von Sachsen - Meiningen. Willa, która od tej pory nosi imię młodej księżnej, niedługo była jej domem gdyż  zmarła ona  w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat. Pozostało po niej imię i jej pokój, który można oglądać w nienaruszonym stanie. Znajduje się tam niewielka akwarela, portret uroczej, młodej kobiety. Jest to wizerunek Carlotty, którą sportretował Samuel Diaz. Mąż księżnej, po jej śmierci nadal korzystał z willi jako rezydencji letniej. Ponieważ był zapalonym miłośnikiem botaniki, dzięki niemu ogrody wzbogaciły się o wiele nowych roślin.

willa CarlottaDo willi Carlotta można dotrzeć lądem, drogą wiodącą po lewym brzegu jeziora, lub dopłynąć statkiem (willa ma własną przystań). Ogrody składają się z trzech zasadniczych części, i zajmują obszar około ośmiu hektarów. Jest to długi i dość wąski pas terenu, położony na zboczu góry, tuż nad brzegiem jeziora. Przed willą, tuż za bramą wejściową znajduje się pięć tarasów, które zdobią strzyżone szpalery, posągi i fontanny. Jest to ogród w stylu włoskim, najstarsza część, pamiętająca jeszcze czasy Clericich. Po lewej stronie rozciąga się tzw. stary ogród, mający charakter romantycznego parku angielskiego. Część leżąca po prawej stronie, to powstały dzięki księciu Jerzemu ogród botaniczny z mnóstwem azalii, lasem  rododendronów i bambusów, oraz wieloma rzadkimi roślinami. Oczywiście, nie wszystkie egzemplarze pamiętają czasy księcia, są też nowe nasadzenia, lecz w dalszym ciągu można tu zobaczyć wiele stuletnich drzew w doskonałej kondycji - sekwoje, cedry i rododendrony, oraz przepiękną, ogromną glicynię. Tuż obok willi znajdują się wysokie szpalery, utworzone z kameliowych krzewów. Kiedy wybrałam się tam z moim aparatem fotograficznym okres ich kwitnienia właśnie dobiegał końca, lecz te nieliczne, pozostałe kwiaty, pozwalały mi wyobrazić sobie, jak pięknie wyglądały  krzewy w pełnym rozkwicie. W willi Carlotta byłam kilkakrotnie, zanim połknęłam "fotograficznego bakcyla". Wróciłam tam jeszcze raz aby zrobić trochę zdjęć, lecz  niestety, miałam pecha, gdyż nwilla Carlottaie był to dobry dzień do fotografowania, ze względu na tradycyjną, lombardzką mgiełkę. Nawiasem mówiąc, takich dni jest tu większość, i kiedy są naprawdę sprzyjające warunki nie wiadomo gdzie się udać, bo interesujących miejsc naprawdę nie brakuje. Oprócz tego, nie był to dobry rok dla roślin. Część drzew jeszcze nawet nie zdążyła okryć się liśćmi, gdyż wiosna tego roku przyszła opieszale i z opóźnieniem. W okresie kiedy zawiązywały się pąki kwiatowe, przez wiele dni padały ulewne deszcze, które zniszczyły wiele z nich. Kiedy nareszcie pokazało się słońce, torturowane do tej pory rośliny próbowały nadrobić zaległości, lecz niestety,delikatne,wrażliwe na zimno azalie, będące dumą parku,  poniosły nieodwracalne szkody. Mimo iż z bliska widać było że mają wiele na wpół uschniętych pąków, z daleka prezentowały się nieco lepiej. Rosnące tam krzewy azalii w większości są imponujących rozmiarów, o przepięknych kolorach. Nie mogłam się zdecydować, które podobają mi się najbardziej - łososiowe, żółte, bordo, różowe, czy białe? Oprócz azalii jest  też całe mnóstwo innych kwiatów: willa Carlottatulipany, bratki, nemezje i przepiękne rośliny skalne. Szczególnie zachwycił mnie zakątek z dwiema sosnami rosnącymi na skarpie, pod którymi rozciągał się prawdziwy kwiatowy dywan. Obok jednej z sosen rośnie stuletnia glicynia, która przystraja ją niczym welonem kaskadą swoich kwiatów, w delikatnym kolorze lila. Nieopodal azalii znajduje się las rododendronów. Część z nich to egzemplarze pamiętające czasy księcia Jerzego, inne, posadzone współcześnie, są jeszcze niewielkie, lecz wszystkie  pokrywały przepiękne kwiaty we wszystkich odcieniach czerwieni i różu. Nieco dalej, w cienistym jarze rosną wspaniałe okazy ogromnych paproci, a na nasłonecznionym stoku, śliczny, bambusowy zagajnik. Ma on styl ogrodu japońskiego i można tu zobaczyć aż dwadzieścia pięć gatunków tych roślin. Jest to prawdziwa oaza spokoju, ze żwirowanymi ścieżkami, mostkami i strumykami, które tworzą niewielkie kaskady. W tej części ogrodów znajduje się stary pawilon, gdzie kiedyś hodowano drzewka cytrynowe a obecnie jest tam niewielkie muzeum dawnych narzędzi ogrodniczych.

Oczywiście, również budynek willi zasługuje aby mu poświęcić nalewilla Carlottażytą uwagę. Dla publiczności udostępniono tu większość dawnych pomieszczeń mieszkalnych. Na pierwszym piętrze znajdują się sale przeznaczone dla ekspozycji zbiorów zgromadzonych przez Gian Battistę Sommariva. Jedną z perełek tej kolekcji są płaskorzeźby dłuta Berta Thorvaldsena, przedstawiające wkroczenie Aleksandra Wielkiego do Babilonu. Powstały one na zamówienie Napoleona i w pierwotnym zamyśle miały być umieszczone jako fryz w paryskim Panteonie. Jednak z powodu zmian politycznych nie doszło do realizacji pomysłu, i płaskorzeźby nabył Sommariva. Jego ulubioną rzeźbą była jednak "Magdalena  pokutująca" pochodząca ze szkoły Antonio Canovy. To Sommariva zadysponował, aby umieszczono ją w niewielkim pomieszczeniu, w półcieniu. Z tyłu, za rzeźbą, znajduje się duże lustro  dzięki któremu widzimy jednocześnie całą postać Magdaleny. Oświetla ją jedna lampa wykonana z alabastru, który dodaje światłu miękkości i sprawia, że wspaniale modeluje ono kształt rzeźby. Cała kolekcja Sommarivy jest bardzo bogata , więc siłą rzeczy należy jej poświęcić sporo czasu. Jednak prędzej czy pózniej, wszyscy  odwiedzający zgodnie zmierzają do sali, gdzie znajduje się marmurowa grupa przedstawiająca Amora i Psyche. Jej oryginał dłuta Antonia Canovy znajduje się w Ermitażu, ta natomiast jest repliką wykonaną przez najzdolniejszego z jego uczniów, Adama Tadolini, na podstawie modelu stworzonego przez mistrza. Podobno ze względu na świetne wykonanie, dość długo uchodziła za oryginał. Rzeczywiście, trudno opisać jej wdzięk i delikatne piękno. Niejednokrotnie widziałam ją na fotografiach, lecz zobaczenie jej na własne oczy, to zupełnie inna sprawa. Rzeźba stoi na środku dość sporej sali więc można ja swobodnie oglądać  ze wszystkich stron. Szczerze mówiąc, miałam ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć stopy Psyche. Wydawało mi się, że biel marmuru  jest tylko złudzeniem i kiedy jej dotknę, poczuję  ciepło żywego ciała. Inny rarytas z kolekcji Sommarivy, to sławny obraz Hayeza, przedstawiający pożegnanie Romea i Juli. Hayez namalował też inny, podobny obraz, lecz w innej scenerii pt. "Ostatni pocałunek", który można oglądać w Muzeum Brera w Mediolanie.

Drugie piętro, to dawne pokoje mieszkalne ostatnich właścicieli willi, pokój księżnej Carlotty i apartament księcia Jerzego, oraz dwa salony i jadalnia. Zachowały one do dziś swój autentyczny wygląd. Willa Carlotta wraz z parkiem i dziełami sztuki, po I Wojnie Światowej została przejęta przez Włochów na mocy dekretu i stała się częścią majątku narodowego.

willa Carlotta Jedną z zalet willi i a zarazem ciekawostką zwiazaną z jej historią, jest przepiękny widok na przeciwległy brzeg jeziora, gdzie nieopodal miejscowości Bellagio widać białą sylwetkę willi Melzi, której właściciel był rywalem Sommarivy i zwyciężył go w wyścigu do stanowiska wiceprezydenta  nowopowstałej Republiki Włoskiej (jej prezydentem był Napoleon). Patrząc z okien swoich domostw lub z parku na jezioro, obydwaj rywale mieli przed sobą widok na posiadłość przeciwnika. Rozgoryczony Sommariva który po tej porażce zrezygnował z kariery politycznej, oddał się zbieraniu dzieł sztuki. Dzięki niemałym możliwościom finansowym i licznym agentom którzy dla niego pracowali, na przestrzeni około dwudziestu lat udało mu się stworzyć bardzo bogatą i wartościową kolekcję.

 Niestety, nie można fotografować wnętrza willi ani eksponatów. Z koneczności więc ograniczyłam się do zamieszczena jedynie zdjęć z ogrodów.

 Więcej zdjęć >http://picasaweb.google.com/elzbieta.przymenska/TremezzoIVillaCarlotta#

wtorek, 21 grudnia 2010, sukienka_w_kropki

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ikroopka, *.dynamic.chello.pl
2010/12/22 18:57:28
Ogladnęłam zdjęcia na picasie, zachwycajace sa te kolory!
I położenie willi - marzenie, i stan, w jakim się znajduje;)Czyz nie mogło tak być z pałacami Dolnego Śląska?
Szkoda, że wnetrz nie mogłaś pokazać, ale może to mnie zdopinguje do podróży...?
pomarzyć zawsze mogę;)

Pozdrawiam świątecznie - zdrowych i wesołych Świąt!

-
wildrose661
2010/12/23 13:48:52
Alez nam sie marzy taki klimacik i takie widoczki. Piekne! A u nas monotnnnie i bialo wokól!
-
ada.libra
2010/12/23 21:42:29
Elżbieto, to wszystko jest ZACHWYCAJĄCE! Ogromnie Ci dziękuję za taką piękną relację z włoskich podróży! To ogrody są baśniowe... jakże się krakowski ogród botaniczny czy jakieś wawelskie ogródki, czy lawendowe poletka mogą z tym równać, niestety, nie mogą... Ja najczęściej jestem tak Krakowem zachwycona i patrzę nań subiektywnie, że zdaję się zapominać o tym, jak znikomy to fragment europejskiej kultury, tak drobny punkt. I gdy widzę takie zdjęcia i czytam, to jest jest jak olśnienie, i chciało by się wyjechać tam właśnie, gdzie sztuka tak kwitnie jak te rajskie ogrody na Twoich zdjęciach.

Zdjęcia - przepiękne a opisy wspaniałe, bardzo precyzyjne, dzięki nim dokładnie to sobie wszystko wyobraziłam, nawet wnętrza. I - niespodzianka - znalazłam paralele z... Krakowem, a dokładniej z Wawelem, z katedrą. Otóż w katedrze mamy dzieła tych rzeźbiarzy, o których piszesz: jest Bertel Thorvaldsen, jest Canova (no, dobrze nie sam Antonio, ale rzeźbiarze z jego kręgu, epigoni i przyjaciele) jest wreszcie Adamo Tadolini. I tak mi się cieplej na sercu zrobiło - że jednak jest nić łącząca te dwa światy, pomimo zimy, szarości tutaj, północnego klimatu.
Muszę koniecznie zobaczyć zdjęcia na picasie, o których mówi Ikropka.
Elżbieto - grazie mille :)
-
2010/12/25 10:13:54
Ikroopka, Różyczka,Ada. Cieszę się, że podobał się Wam mój wpis, chociaz to jedynie nieudolna próba oddania rzeczywistości. Najpiękniejsze jest to, czego nie potrafię opisać ani sfotografować, zapachy, głębia pejzażu i światło. Oglądam to wszystko od lat i ciągle tak samo mnie oczarowuje. Ale Kraków i tak ma w moim sercu swoje poczesne miejsce.
Ado - pewnie Ci coś mówi nazwisko Pagani? Jak się otrząsnę po licznych nocnych dyżurach, napiszę Ci maila na ten temat. Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie i idę spać ( a wieczorem do pracy).
-
ada.libra
2010/12/25 11:52:46
Życzę zatem wytchnienia i spokoju! Przede wszystkim odpocznij po nocnych dyżurach, a jak będziesz miała chwilkę, to pisz.
Dziękuję za przepiękne życzenia!
Serdeczności :)
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie