Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Blog > Komentarze do wpisu

Lombardia. Fonte Menaresta, czyli u źródeł Lambro.

źródło LambroZ rzeką Lambro zawarłam znajomość podczas krótkiego pobytu w Caslino d’Erba, malutkiej miejscowości leżącej u podnóża Pre-Alp, w kotlinie pomiędzy górami Capanna Mara, Monte Barzaghino i Monte Scioscia. Obok wioski przebiega droga wiodąca z Bellagio do Asso, Erby i dalej, do Como. Od Canzo do Caslino, drodze towarzyszy wąski, rwący i szumiący strumień. To właśnie Lambro, która jak mi wtedy powiedziano, potrafi narobić niezłych szkód, kiedy nadciągają kilkudniowe ulewy. Bardzo mnie to  zdziwiło, gdyż rzeka z niewielką ilością wody w kamienistym korycie, nie wyglądała groźnie, a ja tak naprawdę nie miałam wtedy pojęcia o kataklizmach jakie tu powodują kilkudniowe opady. Kręcąc się przez wiele lat po okolicy, niejednokrotnie jeszcze stawałam na  jej brzegu, lub na przerzuconym ponad nią moście. Niedawno, kiedy dzieliłam się z jednym z kolegów wrażeniami z wycieczki na San Primo, usłyszałam, że byłam bardzo blisko źródła gdzie rodzi się Lambro i o tym, że prowadzi tam oznakowany szlak łączący Magreglio i Piano Rancio.źródła Lambro

Puściłam w ruch moje przewodniki i mapy, pomyszkowałam przez chwilę w internecie, poczym stwierdziłam, że istotnie, mźródła Lambrooże to być miła i relaksująca wyprawa. Ponieważ wyglądało na to, że nie zajmie mi  dużo czasu, postanowiłam, iż po obejrzeniu źródeł rzeki i powrocie do Magreglio, zejdę w dół, na brzeg jeziora, i w ten sposób dotrę wreszcie do Onno, co mi się nie udało podczas mojej wyprawy do Valbrony. Plan wyglądał na dobry i pozostało  tylko go zrealizować. Kiedy dotarłam do Piano Rancio, okazało się, że szlak do źródła to wygodna, szeroka, droga przez las. Do celu dotarłam więc bardzo szybko, i ani się nie obejrzałam, kiedy stanęłam na małym, drewnianym mostku, pod   którym coś ciurkało. Po jego drugiej stronie znajdowała się skała, spod niej zaś  wpływała odrobina wody. Na skale umieszczono tabliczkę donoszącą, iż jest to źródło Menaresta, gdzie bierze swój początek rzeka Lambro, która po przebyciu stu trzydziestu kilometrów, łączy swe wody z wodami Padu. Nie miałam najmniejszego zamiaru towarzyszyć jej aż tak daleko, jednak chcąc dotrzeć do Magreglio, należało pójść z jej biegiem przez jakieś marne trzy kilometry. Tuż obok mostku była mapa, z której wynikało, iż nieopodal znajdują się inne pomniki przyrody warte aby na nie rzucić okiem. Najbliższy nosił nazwę „Buco della Pecora” czyli „Owcza jama” i okazał się być grotą, do której prowadziły dwa wejścia. To, które było widoczne na źródła Lambropierwszy rzut oka, miBuco della Pecoraało kształt okrągłej dziury przez którą faktycznie mogłaby się przecisnąć jedynie owca i to niezbyt duża. Pod skałą znajdowała się rozpadlina, a dalej następne wejście, którego nawet nie miałam zamiaru oglądać. Jaskinie i rozpadliny budzą we mnie bowiem nabożny lęk, na równi z krowami i wężami. Zorientowałam się,  że jest tam to drugie wejście, ponieważ chwilę wcześniej, w lasku, spotkałam trzech chłopaków, z którymi rozmawiałam przez chwilę. Wyprzedzili mnie nieco, więc widziałam jak weszli do rozpadliny. Kiedy doszłam do skały słyszałam jeszcze ich głosy, jednak szybko one umilkły, więc prawdopodobnie młodzieńcy poszli spenetrować jaskinię. Ja natomiast puściłam się w dalszą drogę oglądając prlaszy okazji ogromne głazy narzutowe, które wiele tysięcy lat temu pozostawił tu pełznący lodowiec. Rejon Triangolo Lariano w którym się znajdowałam jest bardzo ciekawy pod względem geologicznym i można tu zobaczyć całe mnóstwo tego rodzaju znalezisk. Wędrowałam od głazu do głazu, wzdłuż Lambro, która w międzyczasie zamieniła się w wąski strumyk. Pomykał lason raźno po kamieniach, szemrząc wesolutko, niczym chłopaczek, który wybiegł na ulicę nucąc swoją ulubioną piosenkę. Ale tak jak z wesołych chłopaczków czasem wyrastają osiłki, które po latach wybijają innym zęby lub łamią kości, tak i na pozór niewinna Lambro, po przebyciu kilkudziesięciu kilometrów, w okolicy Mediolanu, zamienia się w niebezpieczną rzekę, która w okresie przyboru wody potrafi narobić dużych szkód. Rzeki w Lombardii, także Lambro  i przepływająca nieopodal Limbiate rzeka Seveso, w obrębie zabudowań mają uregulowane brzegi i płyną w głębokich na kilka metrów, obmurowanych korytach. Kiedyś zdarzyło mi się zobaczyć Seveso po kilkudniowych, lecz niezbyt  ulewnych deszczach. Nie wierzyłam własnym oczom,  na widok rwącej wody, która wypełniała to kamienne koryto prawie po brzegi. Taka sytuacja powtarza się co roku na wiosnę i na jesieni, a w najlepszym wypadku Straż Pożarna ma wtedy pełne ręce roboty, przy wypompowywaniu wody z piwnic i innych, niżej położonych pomieszczeń. Zresztą co tu dużo opowiadać, w Polsce także zdarzają się zalania, podtopienia i dewastujace powodzie, więc każdy albo to przeżył, albo zna z wiadomości. Pamiętam, jak kilka lat temu, pewna Polka, którą poznałam we Włoszech, opowiadała mi o powodzi, jaka nawiedziła Kędzierzn - Kożle. Nigdy tego nie zapomnę, gdyż początkowo opowiadała o tym zupelnie spokojnie, lecz w pewnej chwili zaczęła się trząść i wybuchnęła płaczem, mimo iż od tego przeżycia minęło wiele lat. lambro

 Ja natomiast po przebyciu kilku kilometrów przez las, doszłam w pobliże Magreglio. Tu Lambro, choć wciąż niezbyt okazała, zasłużyła sobie jednak na  niewielki, lecz kamienny, mostek. Pożegnałam rzeczkę i malowniczą mulatierą a następnie  stromymi uliczkami, dotarłam do placu w centrum wioski. Teraz należało poszukać ścieżki wiodącej nad brzeg jeziora. Jak się okazało, był to iście szatański plan, ale o tym będzie w następnym wpisie.

środa, 21 września 2011, sukienka_w_kropki

Polecane wpisy

Komentarze
katasia_k
2011/09/23 17:47:36
Rzeczka faktycznie wyglada niewinnie. Az trudno uwierzyc, ze taki z niej lobuziak :)
-
ikroopka
2011/09/23 22:15:54
Tyle tematów ruszyłas, że nie wiem co powiedzieć;)
Niewinnie wyglądające strumyki potrafia zamienić się w rwące rzeki, widziałam tego efekty, też na własne oczy.
Nas na szczęście powodzie omijały, to znaczy, ta w 1997 była ode mnie o kilkadziesiat metrów, bo mieszkam we Wrocławiu na tzw.Wielkiej Wyspie, czyli nad Odrą, ale nie zalało. Rok temu przejeżdżałam przez Sandomierz i okolice, które zniszczyła 'wysoka woda' - przerażające!

Elu, a mogłabys czasem zamieścić jakąs mapkę, żeby choć w przybliżeniu zlokalizować miejsca, które opisujesz?
-
2011/09/24 08:29:18
Katasia. Fakt. Włochy to piękny kraj, ale siły przyrody potrafią być bezlitosne!

I- Kroopka. Masz rację, ja skutki powodzi widziałam jedynie w telewizji ale i to daje obraz ogromu zniszczeń. We Włoszech często po okresie deszczu z gór schodzą lawiny blota, które niszczą budynki i niejednokrotnie, niestety, grzebią ludzi. Co do mapki to oczywiscie, mogę, będzie w następnym wpisie.
-
Gość: kaczuszka, *.dynamic.chello.pl
2012/01/26 12:44:13
podoba mi się ten blog
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie