Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Blog > Komentarze do wpisu

Lombardia. Monza. Villa Reale i jej park.

Monza

Wjeżdżając do Monzy od zachodu, mijamy wlot szerokiej, pięknej, dwupasmowej alei wysadzonej okazałymi drzewami. Aleja jest bardzo długa, więc budowla wzniesiona na jej drugim końcu zaledwie majaczy w głębi. To jeden z największych a niegdyś i najświetniejszych pałaców w Lombardii, czyli Villa Reale (chciałabym tu zaznaczyć, iż nazwa willa w języku włoskim oznacza nie tylko willę w ogólnie przyjętym znaczeniu, lecz również pałac poza miastem, więc często są to obiekty naprawdę imponujące) Jej budowę rozpoczMonzaęto na zlecenie dobrze nam znanej skądinąd cesarzowej Marii Teresy Austriackiej. Był to bowiem okres, kiedy Lombardia i południowa część Polski znajdowały się w obrębie Cesarstwa Austro - Węgierskiego. Cesarzowa bardzo dbała o dobry wizerunek  domu Habsburgów, co nie przeszkadzało jej trzymać mocną ręką   podległe  prowincje. Swojego syna Ferdynanda mianowała Gubernatorem Generalnym Lombardii i w związku z tym zleciła  budowę rezydencji odpowiedniej do wysokiej rangi arcyksięcia. Wzniesienie nowej siedziby powierzono włoskiemu architektowi Giuseppe Piermarini, który rozpoczął pracę w 1777roku i uporał  się z tym zadaniem w ciągu zaledwie trzech lat. Powstał piękny i okazały klasycystyczny pałac,  który jednak nie raził  nadmiernym przepychem, gdyż takie było zalecenie władczyni. Przez około dziesięć lat  stanowił ulubioną wiejską rezydencją Ferdynanda, aż do chwili, kiedy do Lombardii wkroczył Napoleon wraz ze swą armią. Po wyrugowaniu Austriaków willa na pewien czas opustoszała, gdyż Bonaparte mając do wyboru kilka pałaców w Lombardii gdzie mógłby pomieścić swoją rodzinę i dwór, o dziwo, wybrał nie Monzę, lecz dużo mniejszą willę PałacCrivelli w Mombello, nieopodal Limbiate (pisałam o tym w notce "Villa Crivelli w Mombello Napoleon Bonaparte i Benito Albino, nieszczęsny syn Mussoliniego") Dopiero w 1803 roku jego pasierb Eugeniusz de Beaucharnais mianowany wicekrólem Włoch, wybrał willę w Mozie na swoją siedzibę. Eugeniusz był zapalonym kawalerzystą, wielkim miłośnikiem koni i polowania, więc z jego rozkazu poszerzono istniejący już ogród o przyległe tereny,  które otoczono murem. Powstał w ten sposób wielki angielski  park, liczący 750 ha a w jego obrębie znalazły się inne, mniejsze obiekty: wille, folwarki i młyny wodne a także niewielki kościółek. Po upadku Napoleona willę znów przejęli Austriacy a po odzyskaniu przez Włochy niepodległości przeszła ona na własność panującego domu de Savoya. Pod koniec XIX wieku często bywał tu ówczesny król Umberto I, wraz ze swą żoną Margheritą. Było to pozornie bardzo zgodne małżeństwo, darzące się szacunkiem i zachowujące formy przyjęte w "wielkim świecie". Jednak w rzeczywistości panował między nimi głęboki rozdźwięk a jego powodem był długoletni romans króla z księżną Eugenią Bolognini. Księżna była damą honorową królowej i miała swoje stałe miejsce na dworze,  posiadała również własne dobra w przyległym do MWilla Realeonzy  Vedano. Do dziś krążą legendy na temat ich mniej lub bardziej tajemnych spotkań. Zdarzyło się nawet, że Margherita zastała męża z kochanką "in flagranti”, co stało się powodem  nieoficjalnej separacji królewskiej pary. Od tej pory  każde z nich żyło na swój ulubiony sposób a  Margherita większość czasu spędzała w ukochanym Gressoney u podnóża Monte Rosa, gdzie często towarzyszył jej pewien baron, przyjaciel od serca. Ta sytuacja trwała aż do roku1900, kiedy to król Umberto zginął w Monzie z ręki zamachowca. Stało się to podczas manifestacji sportowej, nieopodal willi, po lewej stronie prowadzącej do niej alei. Owdowiała królowa Margherita poleciła by w tym miejscu wzniesiono okazały monument dla Monzauczczenia pamięci małżonka. Co więcej, wykazała się szlachetnością i wspaniałomyślnością wobec swojej byłej rywalki, zezwalając jej na ostatnie pożegnanie ze zmarłym bez żadnych świadków. Po  tragicznej śmierci Umberta pałac opustoszał, gdyż nowy król, syn zmarłego, nie chciał bywać w Monzie ponieważ budziła w nim niedobre wspomnienia. Willa Reale opustoszała a większość mebli wywieziono do rzymskiego pałacu na Kwirynale. Upływ czasu i brak starania dokonał w niej ogromnego spustoszenia. Po wojnie kiedy to rodzinie de Savoya odebrano tron a wraz z nim wszystkie dobra, willa przeszła w ręce Gminy Monza. W latach sześćdziesiątych przeznaczono ją na centrum wystawowe, co niestety, doprowadziło do dalszej dewastacji. Na szczęście w porMonzaę podjęto decyzję o jej restauracji, przedsięwzięciu na ogromną skalę, którego całkowity koszt ma wynieść prawie trzydzieści milionów euro. Kiedy po raz pierwszy byłam w Monzie fronton pałacu przedstawiał się zupełnie przyzwoicie, natomiast z tyłu, od strony parku, był to prawdziwy „obraz nędzy i rozpaczy”. Jednak na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat wyremontowano  tylną elewację, klatki schodowe i pierwsze piętro pałacu. W chwili obecnej udostępniono zwiedzającym apartamenty królowej Margherity gdzie można podziwiać ich rzeczywiście przepiękny i bardzo gustowny wystrój. Apartamenty króla czekają na ostateczne wykończenie, natomiast inne pomieszczenia chyba jeszcze nieprędko otworzą sMonzawe podwoje. Zdarzyło mi się widzieć reportaż w lokalnej telewizji, który obrazował niewiarygodne wprost zniszczenia: pozrywane posadzki, wiszące w strzępach tapety i powyrywane z zawiasów drzwi. Pałac zbudowano w kształcie litery "U" i jak już wspomniałam, korpus główny a także lewe skrzydło w większości odzyskały swoją świetność, natomiast prawe jest w dalszym ciągu w bardzo złym stanie, zwłaszcza od strony parku, gdzie elewacja straszy łuszczącym się żółtobrązowym tynkiem, powyrywanymi okiennicami i oknami bez szyb. Bardzo bym życzyła mieszkańcom Monzy, aby całkowita restauracja pomyślnie dobiegła końca, bo pałac z pewnością na to zasługuje. Co prawda, nieco wątpliwości zasiał we mnie widok dużych zacieków wilgoci na niedawno wyremontowanej elewacji, co mogłoby świadczyć o tym, iż nie wszystkie prace wykonano należycie.

Monza Park w Monzie jest ogromny. Dziś liczy sobie 685 ha a otacza go mur długości 14 km. O strony miasta są tu dwie bramy, po prawej i lewej stronie Villi Reale. Do parku można również wejść przez cztery bramy główne, prowadzące z okolicznych miejscowości Vedano, Villasanta, Biassono i San Giorgio, oraz kilka pomniejszych bram. Park ma charakter parku miejskiego i mimo dużej ilości drzew  rosnących na jego terenie raczej nie przypomina podmiejskiego lasu, w którym polował wicekról. W latach dwudziestych ubiegłego wieku powstał tu sławny na całym świecie tor wyścigowy Formuły I i  klub golfowy. W zasadzie park składa się  z trzech wyodrębnionych części o odmiennym charakterze. Od frontu znajdują się rozległe trawniki a po lewej stronie, przed dawną pomarańczarnią, piękne rozarium. Za pałacem rozciąga się najstarsza część parku, Giardino Reale czyli Orgód Królewski, mająca charaParkkter ogrodu botanicznego, w którym jest wiele bardzo pięknych, starych drzew i  typowych dla XIX wieku budowli: pawilony w antycznym stylu, sztuczne pagórki i groty, sadzawki i wodospady. Jest tu też swego rodzaju altana, która powstała pod gałęziami grabowego szpaleru posadzonego na planie okręgu. Gałęzie splatają się ze sobą tworząc zamknięta przestrzeń, coś na kształt zielonej kopuły, pod którą można się schronić w upalny dzień lub w czasie deszczu. Ta część ogrodu jest ogrodzona parkanem a za nim rozciąga się ta która powstała za czasów Eugeniusza de Beaucharnais. Dla mieszkańców Monzy park jest nie tylko powodem do dumy, lecz przede wszystkim popularnym miejscem rekreacji. Wiele osób przychodzi tu żeby spokojnie posiedzieć  czy pospacerować, lecz parkrównież aby aktywnie uprawiać różnego rodzaju sporty. Zwłaszcza w weekendowe poranki roi się tu od ludzi w różnym wieku biegających, jeżdżących na rowerach, rolkach, wrotkach czy hulajnogach. Można również pograć w piłkę i pojeździć konno. W Parku byłam w kilkakrotnie, ale nigdy  nie dotarłam do jego krańców i szczerze wyznam że widziałam zaledwie jego niewielką część (powiedzmy 1/3) Bardzo lubię chodzić i kilku a nawet kilkunastukilometrowy spacer nigdy mnie nie przerażał. Jednak o ile chodzenie po górach niesamowicie mnie "nakręca" i mimo czysto fizycznego zmęczenia zapewnia wysoki poziom adrenaliny, to przemieszczanie się po równinie (za wyjątkiem miasta) szybko sprawia, że siły kompletnie mnie opuszczają. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, czy to sprawa powietrza, czy monotonnego tempa takiej przechadzkiPark, ale zauważyłam to niejednokrotnie. Miałam szczery zamiar przejść kiedyś park w wzdłuż i wszerz, lecz zamiar ten spalił na panewce. Podczas ostatnich miesięcy we Włoszech pracowałam bardzo dużo i w związku z tym miałam niewiele czasu na wypady w plener. Kiedy nadchodził mój wolny dzień, podjęcie decyzji gdzie się udać stanowiło dla mnie poważny problem. Było jeszcze tyle miejsc, które tak bardzo chciałam zobaczyć i tak mało czasu na realizację planów! Z reguły przeważały moje ukochane góry, do których zawsze mnie ciągnęło niczym przysłowiowego wilka do lasu. W związku z tym park w Monzie wielokrotnie schodził na dalszy plan, aż do chwili, kiedy to 1 listopada, o godzinie 7 rano, skończyłam mój ostatni nocny dyżur. Już w przeddzień postanowiłam, że zamiast wrócić bezpośrednio do domu pojadę do Monzy. W związku z tym uzbroiłampark się w buty trekkingowe oraz plecak i po pożegnaniu z kolegami pojechałam na zwiedzanie parku. Przywitał mnie on  pięknymi jesiennymi kolorami i lekką mgiełką snującą się pośród drzew, co wyglądało po prostu zjawiskowo. Szczególnie pięknie prezentowała się wąska i długa sadzawka, w której niczym w lustrze odbijały się drzewa rosnące wokół. Postanowiłam odszukać jeden z dawnych młynów i znajdującą się w jego pobliżu kaskadę. Po drodze minęłam niewielki most na rzece Lambro zwany "Łańcuchowym" od łańcuchów zaczepionych na kamiennych słupkach zastępujących zwyczajowe barierki. Jeśli ktoś czytał jeden z moich poprzednich postów gdzie opisywałam historię Marianny de Leyva, Signory di Monza, to chciałabym dodać, że to właśnie tutaj znaleziono ciało zakonnicy Ottavii zamordowanej przez Osia. Kiedy dotarłam do młyna z przykrością stwierdziłam, iż mimo malowniczego położenia nieopodal kaskady i pięknej architeparkktury, opłakany stan w jakim się znajduje ten zabytkowy budynek powoduje, że powinno się go oglądać z dość dużej odległości. Niestety, nie była to jedyna zrujnowana budowla, którą znalazłam na swej drodze. Co gorsza nie spotkałam  map, które pozwoliłyby  mi zorientować się gdzie jestem, gdyż nawet te nieliczne, jakie znalazłam, zostały zniszczone przez wandali (wyglądało zresztą na to, że stało się to dość dawno temu). W związku z tym stanem rzeczy, doszłam do wniosku, że nie będę się torturować chodzeniem w kółko, tym bardziej, że zmęczenie po nieprzespanej nocy coraz bardziej dawało mi się we znaki. Humor nieco mi poprawił widok dwóch starszych panów, śmigających na rolkach po drodze dojazdowej prowadzącej do toru wyścigowego, przy czym jeden z nich piastował pod pachą pieska, który wyglądał na dość zadowolonego ze swojego "środka transportu". Jednak życie nie jest bajką, więc jego pan po pewnym czasie postawił czworonoga na ziemi i  pupil również musiał podjąć przymusowy trParkening. Ale w prawdziwe osłupienie wprawiła mnie pani mająca z całą pewnością dobrze po siedemdziesiątce, mknąca na rolkach naprzeciw mnie niczym przysłowiowa burza. Niestety, zanim zdążyłam podnieść aparat fotograficzny była już zbyt daleko abym mogła jej zrobić zdjęcie. W zasadzie widok osób w "pewnym wieku" cieszących się dobrą formą fizyczną nie jest niczym nadzwyczajnym, ale  ci państwo swoją sprawnością mogli wzbudzić zazdrość niejednego młodzieniaszka. Mimo iż i tym razem nie udało mi się obejrzeć całego parku byłam zadowolona z mojej ostatniej przechadzki  i zdjęć, które zrobiłam w tej pięknej, jesiennej scenerii.

Jeśli ktoś nie widział jeszcze zdjęć z Monzy i parku zapraszam na Picasę>

https://picasaweb.google.com/113977733476722899989/Monza

sobota, 11 lutego 2012, sukienka_w_kropki

Polecane wpisy

Komentarze
stradovius
2012/02/12 20:28:10
No, temat jak dla mnie. Fakt faktem, że parki są najpiękniejsze właśnie jesienią, można po nich chodzić, biegać, ale i przystanąć w zadumie. W sumie szkoda, że się poddałaś, byłoby więcej zdjęć :)
-
2012/02/12 21:04:17
Też żałuję i miałam nawet zamiar pojechać tam jeszcze raz, ale przez ostatnie dwa tygodnie mojego pobytu we Włoszech lało jak z cebra i wszystkie zamiary wycieczkowe "wzięły w łeb" i Park w Monzie i Ravenna... i kilka innych.
-
Gość: Pierwszy Redaktor, *.dynamic.chello.pl
2012/02/13 13:08:16
Park musi być naprawdę imponujących rozmiarów sądząc z tego, że nigdy nie udało ci się go przejść "wzdłuż i w szerz" :) Wystarczy też spojrzeć na drogę dojazdową do toru wyścigowego. Piękne zdjęcia!
-
2012/02/13 19:04:36
Budowle imponujące a park prześliczny! Masz rację, że to miejsca najpiękniejsze jesienią!:)
-
iblox
2012/02/14 11:23:25
Piękne miejsca, czyta i ogląda się bardzo przyjemnie.
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie