Tym razem przeniesiemy się dość daleko od Monzy, ale ponieważ ta historia bezpośrednio nawiązuje do bohaterów poprzedniej opowieści, postanowiłam dokonać tego nieoczekiwanego zwrotu i zaprosić Was do pięknej doliny w Alpach. Ta dolina, to Valle di Grssoney, która ciągnie się pomiędzy górami liczącymi niejednokrotnie ponad 3000 m, aż do podnóża masywu Monte Rosa, wspaniałego czterotysięcznika, którego piękny szczyt w pogodny dzień jest doskonale widoczny również w północnej części Lombardii. To urzekająca okolica, która jedynie w niewielkim stopniu nosi niszczycielskie znamiona ludzkiej działalności. Co prawda jest tu niezbyt szeroka asfaltowa droga, łącząca wioski zbudowane nad brzegami Lys, malowniczej rzeki która swój początek bierze ze źródła na stoku Monte Rosa, lecz niewielkie miejscowości nadal mają ten sam charakter, co
wiele lat temu. Nietrudno poddać się urokowi tej okolicy a nawet zakochać się w niej bez pamięci, jak to się przydarzyło królowej Marghericie di Savoya. Margherita była córką Ferdynanda, księcia Genui, brata panującego króla Wiktora Emanuela II a po matce, pięknej Elżbiecie Saksońskiej, płynęła w niej krew niemiecka. Wcześnie straciła ojca, lecz po jego śmierci wraz z matką i bratem żyła nadal na królewskim dworze w Turynie. Panujący król a jej stryj, mimo bardzo bliskiego pokrewieństwa przeznaczył młodą księżniczkę na żonę dla swego syna, przyszłego króla Umberto I. Co ciekawe, ponieważ król był wdowcem a później ożenił się ponownie z kobietą niskiego stanu, Margherita, jako najbliższa krewna pojawiała się u jego boku podczas oficjalnych uroczystości, pełniąc swego rodzaju funkcję "królowej bez korony". O rękę księżniczki starał się też inny dobrze urodzony pretendent , lecz Margherita która darzyła Włochy ogromną miłością i nie chciała ich opuszczać, zdecydowała, że przyjmie oświadczyny kuzyna. Było to oczywiście małżeństwo z rozsądku, lecz ponieważ młoda para właściwie znała się od dzieciństwa, prawdopodobnie darzyła się też naturalnym w rodzinie przywiązaniem. Mogło to dobrze rokować na przyszłość, gdyby nie niepohamowane zainteresowanie Umberta dla płci pięknej. Można sądzić, że dla Margherity miał raczej braterskie, niż małżeńskie uczucia, choć zapewne nieobce były mu moralne skrupuły w tej mierze. Przejawiało się to jako ciekawy obyczaj obdarowywania jej sznurem pereł po każdym „skoku w bok”, co sprawiło, że dość szybko zaczęto o jego żonie mówić iż posiada największą kolekcję pereł w Europie. Jego niewierność poważnie zachwiała całością małżeństwa z którego w międzyczasie urodził się syn, przyszły król Wiktor Emanuel III. Umberto już w bardzo młodym wieku miał liczne przygody z kobietami, do tego jeszcze przed ślubem nawiązał romans z piękną księżną Eugenią Bolognini, która była miłością jego życ
ia. Pewnego razu zdarzyło się, że Margherita na własne oczy zobaczyła męża w łóżku kochanki (co więcej, starszej od niej o czternaście lat!). Podobno doszło do dramatycznej sceny zazdrości i groźby definitywnego rozstania, czemu zapobiegł król Wiktor Emanuel II, przypominając synowej, że nie jest jedynie osobą prywatną i powinna być wierna swojej roli przyszłej władczyni. Jak sądzę, Margerita była zbyt dumna aby stawać do walki na tym polu i zabiegać o względy niewiernego małżonka. Spełniła swój obowiązek dając krajowi przyszłego następcę tronu, nadal oczywiście pełniła wszystkie funkcje przepisane protokołem, lecz coraz więcej czasu zaczęła spędzać z daleka od męża. Szczególnie przypadło jej do serca Gressoney, gdzie niegdyś jej ojciec udawał się na polowania, nie tylko z powodu pięknej okolicy, lecz przede wszystkim ze względu na tutejszych mieszkańców o niemieckich korzeniach, którzy nadal mówili językiem jej matki. Początkowo bywała gościem barona Luigiego Beck Pecozz, również z pochodzenia Niemca. Rodzina Beck Pecozz posiadała tu swoje włości, w tym również willę nazwaną przez barona na cześć władczyni "Margherita"i obszerny domek myśliwski. Po raz pierwszy królowa gościła w willi 1883 roku, później bywała tam wielokrotnie, aż do roku 1904. Bardzo pokochała te strony, dobrze się też czuła wśród mieszkańców doliny darzących ją ogromną miłością. Są różne domysły na temat jej przyjaźni z baronem, podejrzewano iż łączy ich romans, lecz królowa była osobą bardzo dyskretną i nigdy nie dała bezpośrednich powodów do obmowy. On również był gentelmanem w każdym calu, zawsze zachowywał doskonałe formy, adorując królową niczym wierny rycerz, który rości sobie prawo jedynie do służenia swej pani, bez oczekiwania na nagrodę. Ich przyjaźń zakończyła się z chwilą śmierci barona, który umarł na zawał serca podczas wycieczki na lodowiec del Grenz, pomiędzy Gressoney i Zermatt. Je
go śmierć była dla królowej ogromnym wstrząsem i spowodowała, że zaprzestała ona wycieczek w głąb gór, zadowalając się spacerami w dolinie. Miała do swojej dyspozycji apartament w willi Margherita i w domku myśliwskim barona, gdzie bywała również po jego śmierci. Umberto zachował się w tej sytuacji z klasą: postanowił, że królowa powinna posiadać tu siedzibę odpowiednią do swej pozycji. Z jego rozkazu rozpoczęto budowę niewielkiego, lecz bardzo wdzięcznego zameczku, w miejscu zwanym Belvedere. Kamień węgielny położono w 1899 roku a budowę nowej siedziby zakończono już po śmierci króla, w 1904 roku. Zameczek w neogotyckim stylu wzniesiono na stoku góry, w świerkowym lesie, nieco na uboczu Gressoney- Saint Jean. Z jego okien królowa mogła podziwiać szczyt ukochanej Monte Rosa, gdzie niegdyś wyprawiała się wielokrotnie, również w zimie, w towarzystwie swojego niewielkiego dworu, z nieodłącznym baronem Luigim u boku. Nieopodal szczytu góry zbudowano nawet schronisko, które na cześć władczyni nazwano „Capanna Margherita”. Kiedy wędrując śladami królowej przyjechałam do Gresoney, zameczek był otoczony rusztowaniem, ponieważ właśnie remontowano jego elewację. Wokół niego znajduje się piękny leśny park, z ogromnymi świerkami i prześlicznym ogrodem botanicznym o charakterze ogrodu skalnego. Są tu wspaniałe rośliny alpejskie, które mają się świetnie w swoim naturalnym środowisku.
Sama budowla sprawia wrażenie zamku z ilustracji w książce z bajkami. Niewielki, trzykondygnacyjny zameczek posiada pięć wież, z których każda jest inna. Można go zwiedzać w małych grupach, w towarzystwie przewodnika. Ja miałam to szczęście że byłam w tym momencie jedyną osobą zwiedzającą, więc przewodnika miałam na mój wyłączny użytek, co było bardzo korzystne, ponieważ mogłam mu swobodnie zadawać pytania. Był to bardzo kompetentny młody człowiek, wspaniale przygotowany do tej pracy. Zameczek jest zbudowany według bardzo przemyślanego planu i mimo swoich niewielkich rozmiarów chyba zapewniał królowej nie tylko intymność, ale i wszelki komfort. Jego pierwsza kondygnacja to salon, jadalnia i obszerna weranda, nad nimi były pokoje królowej i dam a na najwyższej, apartament dla dworzan płci męskiej. Królowa zapewne żyła tu bardzo wygodnie i mogła się cieszyć do woli atmosferą tego domostwa. Zameczek jest bardzo bogato zdobiony, są tu ogromne kominki i wspaniałe boazerie. Drewniane sufity i część ścian pokrywają malowidła w stylu naśladującym XV wiek, powtarzają się na nich symbole bliskie sercu królowej: herb domu Savoya, litera M, węzły marynarskie (aluzja do tytułu jej ojca, który był diukiem Genui) i stylizowana stokrotka. Co ciekawe, zamkowa kuchnia mieściła się nieopodal, w oddzielnym budyneczku, połączonym z głównym korpusem za pomocą podziemnego korytarza a gotowe dania dostarczano do jadalni za pomocą windy. Całość tej budowli którą wykonano z lokalnego kamienia i drewna, jest rzeczywiście bardzo wdzięczna, mimo iż styl panujący w owej epoce w istocie był nieco ciężki. Niestety, z apartamentów zniknęły wszystkie meble, więc trudno sobie wyobrazić jak wyglądały one za życia królowej. W jednym z pomieszczeń można za to zobaczyć piękny portret Margherity w stroju noszonym przez kobiety z doliny. Jest on skromny, lecz bardzo twarzowy: biała koszula i czerwona spódnica z czarnym fartuchem i czarnym aksamitnym gorsetem, a uzupełnia go nakrycie głowy w postaci białego płóciennego czepka. Królowa prezentuje się w nim
bardzo ładnie, więc nie dziwi mnie, że za życia nosiła go z wielkim upodobaniem, co oczywiście powodowało jeszcze większe uwielbienie poddanych. Margheritę trudno dziś nazwać piękną (choć współcześni mieli o jej urodzie wysokie mniemanie) ale można śmiało powiedzieć że była przystojną blondynką, słusznego wzrostu mimo krótkich nóg. Maskowała ten niedostatek nosząc bardzo wysokie koturny, co nadawało jej sylwetce lepsze proporcje. Krótkie nogi odziedziczył po niej syn, lecz u niego była to już widoczna deformacja, powodująca, że jego wzrost był dużo poniżej średniej. Jednak dzięki temu można z całą pewnością zaprzeczyć plotce dotyczącej urodzenia następcy tronu. Mianowicie chodziły słuchy, że przyszła królowa w istocie urodziła córkę, którą w kołysce podmieniono z jakimś chłopaczkiem niewiadomego pochodzenia, aby krajowi zapewnić sukcesję. Szczerze mówiąc, sądzę, że historia "nie trzyma się kupy”, bo nawet gdyby istotnie pierwszym dzieckiem była córka, to przecież Margherita była bardzo młodą, zdrową kobietą i mogła jeszcze urodzić więcej dzieci, jeśli nie z miłości, to z obowiązku. Jednak niewątpliwe podobieństwo rodzinne i krótkie nogi odziedziczone po matce, mogły świadczyć o pochodzeniu księcia nie gorzej od certyfikatu DNA. Zresztą historia z podmienionym w kołysce dzieckiem, nie jest w tym wypadku jedyną. Podobne pomówienia spotkały samego Wiktora Emanuela II. Ten z kolei, brzydki, niski i dość krępy, był zupełnie niepodobny do swego ojca, mężczyzny pięknego, wysokiego i szczupłego. Budziło to powszechne zdziwienie, do tego stopnia, że zaczęła krążyć plotka, jakoby był on synem pewnego rzeźnika. Podobno swego czasu w pałacu wybuchł pożar, z którego służący cudem uratował małego księcia z narażeniem własnego życia. W tym samym czasie ów rzeźnik ogłosił światu zaginięcie swojego syna. Zaczęto opowiadać iż mały książę w istocie zginął w pożarze a
rzekomy następca tronu naprawdę jest tym zaginionym dzieckiem. Patrząc na dość pospolitą fizys tego władcy i znając jego wprost organiczną niechęć do nauki, można odnieść wrażenie że coś w tym jest, gdyby nie fakt, iż jego prawnuk Umberto II, był właśnie wysokim i przystojnym blondynem, uderzająco podobnym do pra-pra dziadka, co mogłoby świadczyć o tym, że odezwały się w nim geny przodków. Niezależnie od tych dynastycznych problemów rodziny Savoya, królowa Margherita z całą pewnością była kobietą nieprzeciętną. Bardzo lubiana i szanowana przez poddanych, zapisała się na trwałe w pamięci Włochów z wielu powodów, w tym również poprzez narodowe danie jakim jest pizza Margherita, nazwana tak właśnie na jej cześć.
Kiedy przyjechałam do Gressoney, okazało się, że w przciwieństwie do Lombardii (gdzie był ładny słoneczny dzień) pogoda jest "w kratkę" Padał przelotny deszcz a chmury przesłaniały szczyty gór. Byłam bardzo zawiedziona, tym bardziej, że prognoza meteo dla tego regionu również była pomyślna. Nie tylko zmarzłam mimo ciepłej bluzy, również część zdjęć które wtedy zrobiłam, z powodu mżawki nie wyszła najlepiej. Niestety, wewnątrz zamku jest absolutny zakaz fotografowania...a szkoda!