Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Blog > Komentarze do wpisu

Natale con suoi, Pasqua - con chi vuoi!

wiosna 

 Tytuł tego wpisu to dzwięczne włoskie przysłowie, które w dosłownym tłumaczeniu brzmi:"Boże Narodzenie spędzaj z rodziną a Wielkanoc z kim chcesz!" Słyszałam je wielokrotnie, bo Włosi, przynajmniej na północy, powtarzają je często i chętnie. Tak też jest przyjęte -  Boże Narodzenie spędza się w domu, natomiast podczas świąt Wielkiej Nocy wiele osób wyjeżdża  z przyjaciółmi na pierwsze wiosenne wycieczki, choć oczywiście robi się też wspólne, rodzinne wypady. Wiosna, która w Lombardii zaczyna się przynajmniej miesiąc wcześniej niż w Polsce, pod koniec marca zaczyna rozpieszczać ludzi promieniami słońca, kwitnącymi magnoliami i glicyniami, oraz pierwszą delikatną zielenią. Jeśli Święta wypadają nieco później, w kwietniu, jest oczywiście jeszcze cieplej i bardziej zielono a wtedy naprawdę trudno się oprzeć chęci wyjścia z domu na "łono natury". Oczywiście, osoby wierzące uczestniczą w kościelnych uroczystościach, choć mam wrażenie że przyklada się do tego coraz mniejszą wagę, przynajmniej na północy kraju. W Niedzielę Palmową obowiązkowo należy przynieść do domu poświęcone gałązki oliwne, które tu spełniają rolę naszych kolorowych, bogato przystrojonych palm. W tym dniu we wszystkich kościołach  leżą stosy świeżo ściętych gałęzi oliwki, można też kupić malutkie gałązki związane czerwoną wstążeczką, w celofanowym woreczku. Te gałązki nie tylko przynosi się do domu, lecz również ofiarowuje   przyjaciołom, krewnym i znajomym. Podczas mojej pracy w Domu Opieki niejednokrotnie rodziny prowerzyściacjentów lub oni sami, wręczali mi z okazji Świąt malutkie paczuszki z taką gałązką i jakimś drobiazgiem, często własnoręcznie wykonanym. W ten też sposób weszłam między innymi w posiadanie kilku koronkowych serwetek robionych na szydełku lub klockach, które są dla mnie jednymi z najmilszych pamiątek. W przeciwieństwie do Polaków dla których znaczna część tradycji to uciechy stołu, Włosi mają w tym względzie obyczaje nieco skromniejsze. Jednak w każdym domu musi znaleźć się tradycyjne ciasto zwane "la colomba" czyli "gołąbka". Jest to rodzaj lukrowanej drożdżowej babki z migdałami, upieczonej w formie która faktycznie nieco przypomina sylwetkę gołębia w locie, choć mnie się kojarzy raczej ze zdeformowanym, równoramiennym krzyżem. Z tym ciastem wiąże się legenda w której jest mowa o mojej ulubionej królowej Teodolindzie, władczyni Longobardów. Podobno w VII wieku na dwór królewski w Pawii przybyli irlandcy mnisi, pod przewodnictwem św. Colombana. Ponieważ był to okres Wielkiego Postu, zgorszyli się oni królewskim stołem, który uginał się od pieczonego mięsa. Zakonnicy nie chcieli jeść, więc Colomban pobłogosławił potrawy i wtedy ku powszechnemu zaskoczeniu pieczone mięso zamieniło się w biały chleb. Tę legendę wykorzystała firma Motta i w 1900 roku zaczęła wypiekać wielkanocne babki w kształcie gołąbka, nawiązując nie tylko do imienia świętego lecz również do tradycji która każe go przedstawiać z białą gołębicą siedzącą na ramieniu. Dziś tymi wypiekami trudni się wiele dużych firm i małych prywatnych piekarni, gdyż na żadnym włoskim stole nie może zabraknąć "la colomby". Inną "słodką tradycją" są czekoladowe jajka z niespodzianką. Są to nie tylko małe jajeczka ale również ogromne, nieraz nawet półmetrowe jaja, bogato przystrojone. Wewnątrz można znależć różne cuda: zabawki,  słodycze a nawet apaszkę lub krawat, gdyż w sklepach są jajka dla panów, dla pań, dla dzieci a także dla całej rodziny. Idąc z wielkanocną wizytą obowiązkowo należy coś ofiarować gospodarzom, więc po świętach w domach piętrzą się "gołąbki" i czekoladowe jaja. Małym dzieciom wmawia się że prezenty przynosi wielkanocny zajączek a w sklepach podobnie jak u nas, w tym okresie pełno jest świątecznych dekoracji z wizerunkami zająca, baranka i kury na jajkach a także kolorowych sztucznych jajek, choć nie ma tu tradycji malowania jaj  w domu, tak jak to się robi w Polsce. W związku ze Świętami jest tu jeden obyczaj, który wiele osób uważa za barbarzyński. Chodzi o zabijanie malutkich baranków (rzadziej kobaranekźląt) na wielkanocną pieczeń. Z tym zwyczajem walczą różne stowarzyszenia na rzecz zwierząt, rownież telewizja piętnuje tę świąteczną hekatombę. Mam wrażenie, że powoli przynosi to pozytywne rezultaty i być może kiedyś  powszechna rzeź baranków  odejdzie w zapomnienie. W tym kontekście najsympatyczniejszy i chyba najzdrowszy zwyczaj, to wspólne wycieczki. Wiele osób idzie w góry, organizuje się też rajdy rowerowe i motocyklowe. Wygodniccy wsiadają do samochodu aby jechać do niejednokrotnie dość odległych, malowniczych miejscowości, gdzie można miło spędzić dzień i zjeść posiłek w restauracji lub wiejskiej oberży. Pod koniec marca na lombardzkich jeziorach zwiększa się ilość kursujących statków, które w okresie wielkanocnym cieszą się dużym powodzeniem. Biura podróży również nie próżnują i oferują interesujące pakiety zarówno dla miłośników aktywnego uprawiania sportu jak i amatorów historii ( kilkudniowe wypady do Rzymu, Florencji czy Wenecji, a także innych, pięknych miast pełnych skarbów sztuki ). Nie brakuje też prozozycji dla pospolitych leniuchów którzy po prostu chcą "zmienić powietrze". Jeśli chodzi o mnie, święta najczęściej spędzałam w pracy, choć zdarzyło mi się parokrotnie  że miałam dzień wolny i również mogłam "wyskoczyć w plener". W te wczenowiosenne dni szczególnie lubiłam wypady do Valle d'Intelvi. Jest to  piękna okolica pomiędzy jeziorami Como i Lugano, leżąca na dość znacznej wysokości, gdzie można podziwiać zieleniejące szczyty gór i doliny porośnięte kwitnącymi tarninami. Lubiłam te dni kiedy w powietrzu jeszcze ostrym po zimie, wilgotnym od niedawno stopniałego śniegu, wiatr przynosił mi delikatny zapach świeżo rozkwitłych drzew i krzewów. Wędrując po górach często spotykałam stada owiec, wśród których były matki z małymi. Zawsze miałam do nich wielki sentyment z uwagi na moją córkę Martę, która urodziła się w znaku Barana, toteż nie ominęłam żadnej z okazji aby im zrobić mniej lub bardziej udane zdjęcie. Muszę przyznać że są to zwierzęta  spokojne, ładnie "pozują" i raczej nie uciekają sprzed obiektywu. Moją drugą pasją było fotografowanie Baranka Eucharystycznego którego interesujące wizerunki napotykałam w tutejszych kościołach. A nawiasem mówiąc, jednym z najczęstszych pytań które mi zadawano, to czy Polacy są prawosławni, czy faktycznie używamy tego samego kaledarza co Włosi i kiedy obchodzimy ważniejsze koscielne  święta...

 baranek

 

 

Na zakończenie chciałabym życzyć Wszystkim odwiedzającym zdrowych i wesołych  Świąt!

 
 
 
 
Po długich męczarniach udało mi się zamieścić zdjęcia a do tego w międzyczasie zniknęła mi większość posta ( który odzyskałam, bo był zapisany w Wordzie). To chyba wielkanocny prezent od bloxa, bo na primaaprilis to raczej za późno!?

 


niedziela, 08 kwietnia 2012, sukienka_w_kropki

Polecane wpisy

Komentarze
ada.libra
2012/04/08 21:19:03
Elżbieto, nie miałam pojęcia - przyznaję - o włoskich zwyczajach wielkanocnych. Są tak odrębne od francuskich, osobne, zakorzenione w całkiem innej kulturze, innym myśleniu, innej tradycji. Zauważyłam, że o wiele bliższe są sobie te dwa języki niż narody, które nimi mówią. I w ogóle niewiele wiem o współczesnej włoskiej kulturze duchowej, stąd Twój blog jest dla mnie zawsze nieocenioną kopalnią wiedzy! Ze zdjęciami czy bez :) Chociaż mam nadzieję, że ten zdjęciowy problem będzie się dało rozwiązać.

Życzę pięknych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy!
-
2012/04/09 07:41:12
Jestem ciekawa jak spędzają Święta Francuzi (może napisze coś Katasia na swoim blogu?) Natomiast jeśli chodzi o sferę duchową Włochów to jest to raczej " popolo tutto carne" co mnie zawsze zadziwiało! Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu że najistotniejsza jest dla nich sfera wizualna co by potwierdzał wspaniały rozkwit archtektury, malarstwa i rzeźby a także zdolność do tworzenia rzeczy pięknych lub przynajmniej malowniczych nawet w najskromniejszych środowiskach. Niestety, jak to się zdarza we wszystkich starych kulturach chyba weszli w okres dekadencji i wszystko to "spsiało".
-
emka1216
2012/04/09 15:04:13
Super notka. Dowiedziałam się wielu nowych rzeczy Dziękuję i życzę również spokojnych i wesołych świąt.
-
stradovius
2012/04/09 19:38:35
Bardzo miło się czytało. U nas na Górnym Śląsku zajączka czasem hazokiem nazywają i też przynosi prezenty. Najwartościowsza zaś wydaje się tradycja wielkanocnych wycieczek - popieram.
-
2012/04/09 21:42:14
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i życzenia, cieszę się że notka się podobała!
Stradovius - podzielam twój wycieczkowy entuzjazm, choć jak wiesz na rowerze nie jeżdżę i dyrdam na własnych nogach, to zawsze serce mi rośnie kiedy widzę zgraną, pedałujacą gromadkę, dlatego też uwieczniłam młodzież z oratorium która wybierała się na wielkanocną wycieczkę. Nawiasem mówiąc, to czego Włochom można pozazdrościć, to właśnie prężnie działających parafialnych oratoriów gdzie organizuje się różne świetne wycieczki i zajęcia dla wszystkich grup wiekowych.
-
ada.libra
2012/04/10 00:48:08
O, są już zdjęcia, jak dobrze, że się udało :)
Wycieczki, wyprawy mniejsze i większe to moja ogromna pasja - najczęściej samotne, ale tak też jest dobrze. Myślę, że uda mi się jeszcze reanimować mój rower, przynajmniej takie mam plany. Na razie - per pedes :) Wiosna jest idealna i takie organizowanie wycieczek, o jakim wspominasz przy oratoriach to świetna sprawa.
Dziś właśnie wybrałam się na małą wycieczkę w najbliższą okolicę, takie znane/nieznane, trochę podróż w czasie, bo to ziemia mojego dzieciństwa.

Serdeczności :)
-
2012/04/10 06:26:09
Ada - bardzo jestem ciekawa okolicy Twojego dzieciństwa i przyjemnością przeczytam relację z wyprawy! Moja, niestety, już nie istnieje a raczej zmieniła się do tego stopnia że nawet nie chcę jej oglądać!Tak jest w Ostródzie gdzie moją łąkę nad Drwęcą ktoś zasypał gruzem (będzie coś budował i utwardza grunt?) Piękny ogródek koło domku gdzie kiedyś mieszkałam zniknął, na jego miejscu postawiono jakieś szopki a wokół nich jest zbiorowisko wszelakiego rupiecia. Chyba jeszcze gorzej sprawa wygląda koło domu na obrzeżach Warszawy gdzie się urodziłam, tam degradacja jest niewyobrażalna odkąd przedłużono Aleje Jerozoliskie a tuż obok powstała stacja paliw...Z mojego świata pozostały mi jedynie piękne wspomnienia i nieco zdjęć. Pozdrawiam serdecznie z nadzieją że Twoja wycieczka była udana a rower spisał się!
-
2012/04/12 16:40:46
Notkę przeczytałam co prawda z dużym opóźnieniem, ale podobnie jak przedmówcy z dużą przyjemnością. Bardzo mi się podoba włoskie przysłowie, tym bardziej, że rzeczywiście rodzinne zjazdy są mniej atrakcyjne teraz niż na Boże Narodzenie. Gałązki oliwne / symbol pokoju/ bardziej przynależą do wielkanocnych świąt niż nasze, montowane ze wszystkiego, palemki. Serdecznie Cię pozdrawiam.
-
2012/04/13 10:42:04
BBM - masz rację że obyczaj z gałązką oliwki jest bardzo wymowny i piękny w swojej prostocie. Zawsze byłam wzruszona i mile zaskoczona kiedy ją otrzmywałam, gdyż uważałam to za szczególny gest sympatii i "pokrewieństwa duchowego" który dla mnie, cudzoziemki spędzającej Święta z dala od rodziny był szczególnie cenny. Choć mam też duży sentyment do naszych kolorowych palm i malowanych jajek. Pozdrawiam serdecznie!
-
2012/04/13 14:48:26
Wcześniej nie napisałam, że bardzo mi się Twoja owieczka podoba: ma takie mądre, łagodne spojrzenie- samo dobro!
-
ikroopka
2012/04/13 22:26:21
Bardzo mi się podoba tytułowe zawołanie, byłoby fajnie przeszczepić ten zwyczaj na nasz grunt, ale czarno to widzę;
przypomniało mi się coś innego, mianowicie - w Krakowie nie istniał zwyczaj, że wielkanocny zając coś przynosi, w ogóle nie było żadnego zająca i pamiętam swoje zdziwienie, kiedy na Dolnym Śląsku zamieszkawszy, zorientowałam się, że i tu Polska, i tu, a zwyczaje tak różne.

Pozdrawiam już nie światecznie, ale wciąż wiosennie;)
-
2012/04/16 09:37:09

BBM - mnie też urzekło to spojrzenie i niespotykanie długie uszy niczym u spaniela, szczerze mówiąc chyba pierwszy raz takie widziałam!
Ikroopka - dzięki i też pozdrawiam ! A co do zająca to mnie też nic nie przynosił, nie było takiego obyczaju ( mama z Warszawy a ojciec z poznańskiego) i pierwszy raz spotkałam się z tym już jako dorosła osoba. Ale to miłe, tym bardziej że chodzi tylko o słodycze i nie ma jakiegoś specjalnego ciśnienia z prezentami.
-
ikroopka
2012/04/22 19:07:42
Hej, hej, znowu zarobiona jesteś?brakuje Cię!
:)
-
Gość: sukienka_w_kropki, *.centertel.pl
2012/04/22 19:55:59
Ikroopka - faktycznie, pracuję ochoczo na działce, pracy mam huk bo poprzedni właściciel bardzo ją zaniedbał a w ubiegłym roku jak wiesz nie było mnie tutaj. Ale tak naprawdę to ochotę na pisanie odbierają mi kłopoty z zamieszczeniem czegokolwiek, fatalna jakość zdjęć i inne problemy które znasz z autopsji. Chyba pójdę w Twoje ślady, bo mam tego dosyć. Pozdrawiam i życzę udanego sezonu wycieczkowego!
-
ikroopka
2012/04/24 14:59:56
Elu, blogger wydaje mi sie bardzo przyjazny nam, fotoblogerom, zwłaszcza, że trzymamy zdjęcia na picasie - przemyśl:)
-
icy_joanne
2012/09/14 16:02:00
Bardzo ciekawy wpis. Zapraszam na stronę o podróżach www.bezpiecznyturysta.pl
-
2014/02/26 13:23:18
Byłam na tej wyspie. Nawet udało mi się zebrać autograf od znanego pisarza. Może słyszałaś: nazywa się Robert Kwiatkowski. Niesamowity człowiek i twórca.
-
2014/02/26 20:52:36
Niestety, jedyny Robert Kwiatkowski jakiego kojarzę to były prezes TV....ale chętnie bym się dowiedziała czegoś o tym pisarzu.
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie