Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Kategorie: Wszystkie | pamiętnik | turystyczny
RSS

turystyczny

wtorek, 04 maja 2010

Galeria

W Mediolanie podobnie jak w Wenecji, rej wodzą gołębie, których na placu przed Katedrą  jest  prawdziwe zatrzęsienie. Ponieważ brudzą i tym samym przyczyniają się do degradacji zabytków, Zarząd Miasta toczy z nimi  walkę. Jest to walka  nierówna, gdyż są one wspomagane przez ekologów i turystów, a ci ostatni wprost uwielbiają fotki w towarzystwie ptaków.  Żeby je przywabić, używają resztek jedzenia lub  kukurydzy sprzedawanej przez pokątnych handlarzy. Ten proceder  zwalczają konni karabinierzy, którzy patrolują plac, lecz ponieważ włoskie siły Kopułaporządkowe  nie odznaczją się surowością ma to raczej wymiar symboliczny.Karabinierzy również stali się swego rodzaju atrakcją turystyczną, ludzie podchodzą do nich na pogawędki  niejednokrotnie też wraz ze swoimi wierzchowcami pozują do zdjęcia. Być może jest to "szatański spisek" w celu wyeliminowania gołębi za pomocą zdrowej konkurencji? Ale te ostatnie nie dają za wygraną, gdyż na placu zawsze znajdzie się coś do jedzenia a trzy rumaki nie są w stanie obsłużyć wszystkich chętnych do pamiątkowej fotografii nie mówiac o osobach  które  po prostu boją się koni. Na Placu Duomo jest zawsze mnóstwo turystów, chyba nie mniej niż gołębi.  Przez cały rok dopisują Japończycy a od wiosny do jesieni napływają Amerykanie i nacje europejskie.  Cały ten tłum kłębi się na placu przed katedrą, w okolicznych ulicach i pasażach handlowych. Kiedy nadchodzi lato i prawdziwe, nawet czterdziestostopniowe upały, zmęczeni ludzie szukają odrobiny cienia pod portykami otaczającymi plac i w galerii Wiktora Emanuela. Jest to piękny budynek na planie krzyża, o czterech wejściach, przykryty szklanym dachem. Galeria jest ogromna, wewnątrz można pospacerować, zrobić luksusowe zakupy, lub coś zjeść w jednej z wielu restauracji (jest też MacDonald's dla mniej zasobnych). Ale atrakcją, której nie można przeoczyć, jest tzw. "byk", czyli fragment mozaiki Gołebiepodłogowej, przedstawiający herb Turynu, w którym widnieje wizerunek tego dorodnego zwierzęcia. Byk jest przedstawiony realistycznie, ze wszystkimi anatomicznymi szczegółami. Istnieje przesąd że kto po raz pierwszy przybywa do Mediolanu, obowiązkowo musi wykonać pewien rytuał, który mu zapewni szczęście w przyszłości. W tym celu należy postawić piętę prawej nogi na genitaliach byka, pomyśleć o tym czego się pragnie i trzykrotnie obrócić się wokół własnej osi. Chętnych nigdy nie brakuje więc czasami tworzą się prawdziwe kolejki turystów, gdyż  wszyscy bez względu na wiek iŁawki płeć poddają się temu zwyczajowi. Przewodnicy przyprowadzają tu wycieczki aby każdy przybywający mógł sobie zapewnić powodzenie. Niestety, powoduje to szybkie zużycie marmuru i kiedy kilka lat temu przyjechałam do Mediolanu zamiast intymnych części byka w posadzce widniało jedynie głębokie wyżłobienie od obcasów. Mozaikę zrekonstruowano, więc znów bez przeszkód można zapewnić sobie trochę szczęścia. Wychodząc  na tyły  galerii  trafiamy prosto na Piazza della Scala, gdzie mieści się znana całemu światu opera. Kiedy znalazłam się tam po raz pierwszy, stanęłam jak wryta.  Oczekiwałam imponującegoByk gmachu a tymczasem zobaczyłam niewielki dwupiętrowy budynek z piękną bardzo elegancką fasadą w neoklasycznym stylu. La Scala przez długie lata była w remoncie, więc przedstawienia odbywały się w innym teatrze. Niestety, nie udało mi się zobaczyć jej wnętrza. Kupno biletu graniczy z cudem gdyż są na ogół  wykupione z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem a ja pracując w systemie zmianowym  i z perspektywą nagłych zastępstw nie mogłam robić dalekosiężnych planów. Przed teatrem znajduje się ładny skwer z pomnikiem Leonarda da Vinci a wokół posągu jest duży krąg granitowych ławek. Ten miły plac ze względu na swe położenie cieszy się dużym powodzeniem jako miejsce odpoczynku, więc w ciepłe dni ławki są po prostu oblężone. Tuż obok La Scali, w bocznej ulicy, znalazłam jedno z moich magicznych miejsc - śliczną, stylową, kawiarnię "Verdi". Ze swoimi czerwonymi portierami, maleńkimi stolikami o marmurowych blatach i krzesełkami obitymi czerwonym aksamitem, wydawała się czymś żywcem przeniesionym z czasów gdy Giuseppe Verdi mieszkał tuż obok, w hotelowym apartamencie przy via Manzoni. Ale oprócz magicznej atmosfery, ta kawiarnia ma jeszcze jeden wabik. Można tam godzinami oglądać stare pocztówki, gazety, afisze i zdjęcia. Te oryginalne są częścią wystroju, wiszą oprawione na ścianach, lecz są również dodruki które można  nabyć za niewielką sumę. Szczególnie mi się podobały zdjęcia Mediolanu z przełomu XIX i XX wieku,Cawiarni a także postery reklamowe z tego okresu. Są tam też nowsze egzemplarze, plakaty kinowe i zdjęcia popularnych gwiazd filmowych z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Centrum miasta jest pełne rozmaitych atrakcji, częste są też wystawy uliczne.  Swego czasu ogromnym zainteresowaniem cieszyły się wielkie fotogramy które wystawiono na pobliskiej via Dante  "Ziemia widziana z nieba" oraz "Italia widziana z nieba". Przepiękne zdjęcia przez kilka tygodni gromadziły rzesze oglądających. Innym bardzo interesującym ewenementem była wystawa rzeźby Fernando Botero. W okolicy katedry Frontmożna było oglądać kilkanaście monumentalnych ludzkich postaci oraz dwa zwierzaki: "Kota" i "Konia"". Luzacką atmosferę lata 2007 uświetniła wystawa "Cow-Parade".  W całym mieście można było napotkać kolorowe krowy pomalowane w najbardziej fantastyczne wzory. Można było je oglądać na stacjach metra, dworcach i na ulicach. Budujące było to, że nikt nie próbował dewastować wystawy która w dobry stanie dotrwała aż do końca. Ludzie ją  oglądali z wielkim zainteresowaniem, sadzali na krowach małe  dzieci i niejednokrotnie robili sobie zdjęcia z krówką w tle. W biurze Informacji Turystycznej wyłożono specjalne mapy, gdzie zaznaczono miejsca ekspozycji wiec zainteresowani mogli obejrzeć wszystkie elementy tej sympatycznej ekspozycji. Ja mimo chęci nie zdołałam tego dokonać ,choć udało mi się zobaczyć jej dość istotną część.     

Więcej zdjęć -> http://fotoforum.gazeta.pl/albumy/sukienka_w_kropki.html

czwartek, 08 kwietnia 2010

Mediolan zdecydowanie różni się od innych włoskichMediolan miast, które miałam okazję poznać w czasie mojego pobytu. Przede wszystkim dlatego, że jego zasadnicza, centralna część, która nadaje mu charakterystyczny, wielkomiejski styl pochodzi z końca XIX i początku XX wieku, ( inne miasta mają centra o wiele starsze, z odmienną architekturą i bardzo wąskimi ulicami). Jest to imponująca zabudowa, ogromne kamienice-pałace ze wspaniałymi wewnętrznymi dziedzińcami.Te dziedzińce częstokroć zdobią posągi, fontanny i mnóstwo pięknie utrzymanych roślin. Nieczęsto można je zobaczyć, ponieważ z reguły wejścia strzeże portier i potężna brama,  na ogół zamknięta. Posiadanie apartamentu w takim budynku, to nie tylko prestiż lecz również duży majątek. Inny interesujący mediolański akcent, to przestronne, wielkomiejskie arterie wybrukowane dużymi, kamiennymi płytami. Bardzo narzekają na nie kierowcy, część mieszkańców nalega aby pokryć je asfaltem, inni zaś krzyczą że byłaby to niedopuszczalna ingerencja, na bądź, co bądź, historycznej tkance miasta (jeśli o mnie chodzi, to również jestem przeciw).  Inna rzecz, która wzbudziła moje zadziwieniegdy przybyłam do Mediolanu to ogromna ilość drutów, kabli i przewodów tworząca ponad ulicami coś na kształt pajęczyny, widok raczej niespotykany w Polsce. Są to nie tylko trakcje tramwajowe, ale coś, czego przeznaczenia nawet nie próbowałam dociekać. Jest tu też ogromna ilość samochodów - jadących jak się da i parkujących gdzie się da, oraz istne mrowie ludzi. Wszystko to sprawia że miasto ma szczególny choć  nieco chorobliwy urok. Czasem jest to uczucie że  jest jakimś chaosem, wirem, który ciągnie człowieka wbrew jego zamiarom, innym razem, zdaje się być bezpiecznym schronieniem, ludzkim stadem, gdzie nawet idąc w pojedynkę, wciąż stanowimy cząstkę całości. To chyba ta dwoistość sprawiła, że zawsze mnie  fascynowało. Niejednokrotnie przemierzałam je pełna energii i entuzjazmu, biegałam na wystawy i "robiłam rundy" po ulubionych sklepach. Wszystko mnie cieszyło - muzyka ulicznego grajka, uśmiech lub uprzejme słowo przypadkowej osoby. Innym razem czułam się niczym Jonasz w brzuchu wieloryba. Ulice mnie przytłaczały, a przelewające się po nich tłumy ludzi wydawały się być niczym potępione dusze Dantego, lub liście gnane wiatrem. To przygnębiające wrażenie dopadało mnie najczęściej kiedy zapadał jesienny zmierzch, zimno i wilgoć przenikały mnie wtedy do kości, a smog zatykał płuca. W takich chwilach widok walających się śmieci, żebraków siedzących na ulicach i natrętne wielkomiejskie hałasy sprawiały, że uciekałam z tego miasta potępieńców. Jednak przychodził dzień, kiedy znów mi zaczynało brakować widoku pomnika Garibaldiego, via Dante, gdzie wśród wielu sklepów była moja ulubiona księgarnia i drogeria cudnie pachnąca na całą okolicę, gdzie sprzedawano kosmetyki i mydła robione ręcznie. Nie mogłam się oprzeć temu miastu! Początkowo spędzałam tam cały mój wolny czas, odkrywając coraz to nowe zakątki, przepiękne kościoły wypełnione skarbami sztuki, wąskie uliczki, barokowe kamienice ze ślicznymi balkonami z kutego żelaza, i te nowoczesne, z wiszącymi ogrodami na dachach i tarasach. Uzbrojona w nieodłączny przewodnik i mapę, godzinami chodziłam po mieście znajdując moje ulubione miejsca niczym znajomych, dla których zawsze maMediolan się chwilę czasu. Pomału stworzyłam moją prywatną mapę takich miejsc a jej centralnym punktem stał się kościół San Gottardo. Znajduje się on w pobliżu placu Duomo i stanowi integralną część Palazzo Reale ( w przeszłości pełnił funkcję pałacowej kaplicy ). Mieści się nieco z tyłu Pałacu, lecz jego wieża jest doskonale widoczna. Pamiętam, jak podczas pierwszej przechadzki po mieście stojąc przed katedrą, po prawej stronie zobaczyłam tę śliczną, smukłą wieżę z czerwonej cegły, ozdobioną piętrowo ułożonymi, białymi kolumienkami. Jej piękno urzekło mnie, tak jak kiedyś urzekła wieża kościoła świętego Matiasza w Budapeszcie. Tamtą wieżę zobaczyłam w nocy, na tle szafirowo - czarnego nieba. Jej podświetlony szczyt  zawieszony w przestrzeni, wyglądał niczym odwrócony kielich białej lilii. Tę ujrzałam w dzień a jej czerwona sylwetka z koronką białych kolumienek i gzymsów wydawała się tak skromna przy napuszonym, przeładowanym Duomo! Nie znałam wtedy miasta więc trochę  błądziłam zanim trafiłam na właściwą uliczkę, która zaprowadziła mnie do kościoła. Tam właśnie znalazłam moje magiczne miejsce. Nigdzie nie czułam takiego spokoju jak wtedy, kiedy wchodziłam i siadałam w jego chłodnym, cienistym wnętrzu. Rzadko ktoś tam zaglądał, czasem spotykałam kogoś zatopionego w modlitwie, czasem turystę, lub studenta Akademii Brera. Piękno tej świątyni zszarzało, pokryła je patyna wieków, a subtelne marmurowe detale - kurz, gdyż wszystko to czeka na swoją kolej do remontu (całe Palazzo Reale jest w trakcie restauracji). Nazwałam ten kościół „królową w łachmanach”, czasem wydawało mi się, że dzieje mu się straszna krzywda a jego nadzwyczajne piękno powinno być wyeksponowane i zyskać należytą oprawę. A w chwilę potem przychodziła mi do głowy refleksja, że może właśnie ta patyna i pozorne opuszczenie daje mu największy walor? Ta patyna jest świadectwem czasu, który przeminął a kurz przynieśli tu ludzie, których nie ma od stuleci. Być może, wymyty i odświeżony kościół  stanie się jedynie piękną dekoracją, odzyska blask lecz straci swą duszę?

 

 

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

 

Mediolan Duomo


Bez wątpienia katedra czyli Duomo, jest centralnym punktem miasta i jego chlubą. Na przylegającym do niej placu i pobliskich ulicach, praktycznie w dzień i w nocy, jak rok długi, przelewają się tłumy turystów i stałych mieszkańców. Na schodach przed katedrą można odpocząć, poopalać się,  coś zjeść, umówić na randkę lub w interesach. Na placu odbywają się najróżniejsze imprezy, koncerty, manifestacje i tym podobne przedsięwzięcia. W sąsiedztwie są inne, istotne dla Miasta budynki: galerie handlowe, Palazzo Reale  (muzeum i miejsce wystaw), a przede wszystkim konny pomnik Wiktora Emanuela czyli tzw. "Koń" - nawet ktoś kto nie zna miasta , trafi bez problemu na spotkanie „przy Koniu”.

Osobiście nie jestem entuzjastką Duomo. Zawsze uważałam, że jest przeładowane, a nadmiar jego ozdób i detali przyprawia mnie o zawrót głowy. Jednak raz zdarzyło mi się, że widok katedry  „rzucił mnie na kolana''. Miało to miejsce w kiedy w pogodny wieczór zobaczyłam ją z okna samolotu. Na  jaskrawo oświetlonym placu wyglądała niczym subtelna rzeźba z kości słoniowej. Za chwilę mieliśmy wylądować, więc samolot leciał stosunkowo nisko, widać było nieomal jej detale. Miałam wtedy dużo szczęścia, zwykle chmury, mgła i smog okrywają wszystko, niwelując widoczność prawie do zera. Katedra od stuleci przebudowywana i ozdabiana, po wielu metamorfozach przybrała obecny, neogotycki kształt. Jej nieustający remont poszedł w przysłowie – „Fabryka Duomo'' to popularne określenie pracy, której końca nie widać, a jej początek ginie w pomroce dziejów. W ciągu ośmioletniego pobytu we Włoszech  fasadę katedry mogłam zobaczyć zaraz po przyjeździe i później, tuż przed powrotem do Polski. Reszta tego czasu to okres  jej remontu, podczas którego najpierw zasłonięto cały fronton, a następnie usuwano te zasłony po kawałku, w miarę jak kończono mycie i renowację kolejnego fragmentu. Niewątpliwie katedra jest jednym z najbardziej interesujacych zabytków miasta i nie sposób ją pominąć, nawet jeśli przyjeżdża się tylko  na kilka dni. Szczególną atrakcją jest możliwość spaceru po jej dachu ( wjeżdża się  windą, lecz osoby o lepszej kondycji mogą też wejść po schodach ). Z dachu Duomo widać praktycznie całe miasto, a w pogodny dzień można stąd podziwiać piękną panoramę Alp.

 

Fasada DuomoZdjęcie obok przedstawia częściowo zasłoniętą fasadę Duomo, jak widać, odnowiona część lśni czystością. 
Mediolan posiada złą sławę miasta o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Europie. Te zanieczyszczenia i związane z tym kwaśne mgły i deszcze, mają fatalny wpływ na kamień z którego zbudowano katedrę. Biało - różowy marmur szarzeje, kruszą się misterne detale, a posągom odpadają nosy i palce.  W związku z tym pracownikom „Fabryki Duomo” raczej grozi bezrobocie  gdyż  wyglada na to, że nie zabraknie im zajęcia przy kolejnych remontach.

 Ze względu na zagrożenie terroryzmem, do wnętrza  katedry można wejść tylko po uprzedniej kontroli, a karabinierzy sprawdzają wszystkich bez wyjątku. W tym celu należy stanąć w kolejce i otworzyć torebkę lub plecak. Patrząc jak  ochoczo poddają się temu turyści, trudno oprzeć się wrażeniu że traktują to jako  dodatkową atrakcję!

Jesli chcesz zobaczyc więcej zdjęć Mediolanu > album na Picasie.

http://picasaweb.google.pl/elzbieta.przymenska/MediolanMilano#

18:37, sukienka_w_kropki , turystyczny
Link Dodaj komentarz »

Na wstępie chcę napisać parę słów wyjaśnienia dlaczego zatytułowałam mego bloga właśnie tak, a nie inaczej. Tytuł ten jest być może mylący, gdyż  nie będę pisała o modzie dla pań, krawiectwie i tym podobnych  sprawach. Mimo to, pozostanę przy nim gdyż powstał on całkowicie spontanicznie a raczej można rzec, wychynął z mojej podświadomości. Ma to związek z latami mojego wczesnego dzieciństwa, kiedy  moi rodzice  (miałam wtedy trzy lata) przeprowadzili się z okolic Warszawy, gdzie się urodziłam, do Ostródy na Mazurach. Wtedy było to smutne, zrujnowane miasto. Zamieszkaliśmy na jego skraju w małym domku otoczonym ogrodami i trochę podmokłą łąką. Do dziś pamiętam moje pierwsze mazurskie lato w nowym domu. Pamiętam jak ochoczo wstawałam rano, bez niczyjej pomocy ubierałam się w moją ulubioną sukienkę w kropki,  wbiegałam do ogrodu, a potem  dalej, na łąkę. Wciąż widzę tę łąkę, jej bujną trawę, kwiaty i zioła wtedy mi nieznane i wysokie topole rosnące nad niedaleką Drwęcą.  Dzień po dniu dkrywałam ten nowy dla mnie świat. Od tamtej pory minęło wiele lat i  moje życie znalazło się na BARDZO DUŻYM ZAKRĘCIE. Wyjechałam do obcego kraju, daleko od wszystkiego co mogłam nazwać moim i nierzadko przyszło mi  w obcym języku mówić o tym, o czym czasem trudno jest powiedzieć w rodzimym. Niejednokrotnie pytałam sama siebie:  skąd czerpię tę siłę aby trwać, nie dać się próżnym żalom, goryczy i zwątpieniu? Szukając czegoś czym mogłabym wypełnić puste dni zaczęłam organizować mój wolny czas. Mieszkałam wtedy w pobliżu Mediolanu. Jest to miasto nie mogące się równać z Rzymem czy Florencją, lecz mimo to pełne historii, pełne życia i kultury przez bardzo duże "K". Pomału, krok po kroku zaczęłam odkrywać miasto a następnie jego okolice, wreszcie zaczęłam się zapuszczać w sąsiednie regiony. Mój plecak, mapy i przewodniki  wraz z butami i kijkiem do trekkingu zawsze były w pogotowiu, przygotowane na następny wypad. Kiedy miałam wolny dzień wstawałam rano i sprawdzałam pogodę za oknem. W zależności od aury pozostawało tylko zadecydować - góry? Jezioro? Inne miasto? Podczas jednej z takich wypraw nad jezioro Como które znałam tak dobrze a mimo to niezmiennie czarowało mnie swoim urokiem, niespodziewanie poczułam się jak wtedy, gdy jako mała dziewczynka w sukience w kropki uczyłam się nowego świata. I to jest właśnie ta historia.

1 ... 6 , 7 , 8 , 9
 
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie