Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Kategorie: Wszystkie | pamiętnik | turystyczny
RSS

turystyczny

czwartek, 08 kwietnia 2010

Mediolan zdecydowanie różni się od innych włoskichMediolan miast, które miałam okazję poznać w czasie mojego pobytu. Przede wszystkim dlatego, że jego zasadnicza, centralna część, która nadaje mu charakterystyczny, wielkomiejski styl pochodzi z końca XIX i początku XX wieku, ( inne miasta mają centra o wiele starsze, z odmienną architekturą i bardzo wąskimi ulicami). Jest to imponująca zabudowa, ogromne kamienice-pałace ze wspaniałymi wewnętrznymi dziedzińcami.Te dziedzińce częstokroć zdobią posągi, fontanny i mnóstwo pięknie utrzymanych roślin. Nieczęsto można je zobaczyć, ponieważ z reguły wejścia strzeże portier i potężna brama,  na ogół zamknięta. Posiadanie apartamentu w takim budynku, to nie tylko prestiż lecz również duży majątek. Inny interesujący mediolański akcent, to przestronne, wielkomiejskie arterie wybrukowane dużymi, kamiennymi płytami. Bardzo narzekają na nie kierowcy, część mieszkańców nalega aby pokryć je asfaltem, inni zaś krzyczą że byłaby to niedopuszczalna ingerencja, na bądź, co bądź, historycznej tkance miasta (jeśli o mnie chodzi, to również jestem przeciw).  Inna rzecz, która wzbudziła moje zadziwieniegdy przybyłam do Mediolanu to ogromna ilość drutów, kabli i przewodów tworząca ponad ulicami coś na kształt pajęczyny, widok raczej niespotykany w Polsce. Są to nie tylko trakcje tramwajowe, ale coś, czego przeznaczenia nawet nie próbowałam dociekać. Jest tu też ogromna ilość samochodów - jadących jak się da i parkujących gdzie się da, oraz istne mrowie ludzi. Wszystko to sprawia że miasto ma szczególny choć  nieco chorobliwy urok. Czasem jest to uczucie że  jest jakimś chaosem, wirem, który ciągnie człowieka wbrew jego zamiarom, innym razem, zdaje się być bezpiecznym schronieniem, ludzkim stadem, gdzie nawet idąc w pojedynkę, wciąż stanowimy cząstkę całości. To chyba ta dwoistość sprawiła, że zawsze mnie  fascynowało. Niejednokrotnie przemierzałam je pełna energii i entuzjazmu, biegałam na wystawy i "robiłam rundy" po ulubionych sklepach. Wszystko mnie cieszyło - muzyka ulicznego grajka, uśmiech lub uprzejme słowo przypadkowej osoby. Innym razem czułam się niczym Jonasz w brzuchu wieloryba. Ulice mnie przytłaczały, a przelewające się po nich tłumy ludzi wydawały się być niczym potępione dusze Dantego, lub liście gnane wiatrem. To przygnębiające wrażenie dopadało mnie najczęściej kiedy zapadał jesienny zmierzch, zimno i wilgoć przenikały mnie wtedy do kości, a smog zatykał płuca. W takich chwilach widok walających się śmieci, żebraków siedzących na ulicach i natrętne wielkomiejskie hałasy sprawiały, że uciekałam z tego miasta potępieńców. Jednak przychodził dzień, kiedy znów mi zaczynało brakować widoku pomnika Garibaldiego, via Dante, gdzie wśród wielu sklepów była moja ulubiona księgarnia i drogeria cudnie pachnąca na całą okolicę, gdzie sprzedawano kosmetyki i mydła robione ręcznie. Nie mogłam się oprzeć temu miastu! Początkowo spędzałam tam cały mój wolny czas, odkrywając coraz to nowe zakątki, przepiękne kościoły wypełnione skarbami sztuki, wąskie uliczki, barokowe kamienice ze ślicznymi balkonami z kutego żelaza, i te nowoczesne, z wiszącymi ogrodami na dachach i tarasach. Uzbrojona w nieodłączny przewodnik i mapę, godzinami chodziłam po mieście znajdując moje ulubione miejsca niczym znajomych, dla których zawsze maMediolan się chwilę czasu. Pomału stworzyłam moją prywatną mapę takich miejsc a jej centralnym punktem stał się kościół San Gottardo. Znajduje się on w pobliżu placu Duomo i stanowi integralną część Palazzo Reale ( w przeszłości pełnił funkcję pałacowej kaplicy ). Mieści się nieco z tyłu Pałacu, lecz jego wieża jest doskonale widoczna. Pamiętam, jak podczas pierwszej przechadzki po mieście stojąc przed katedrą, po prawej stronie zobaczyłam tę śliczną, smukłą wieżę z czerwonej cegły, ozdobioną piętrowo ułożonymi, białymi kolumienkami. Jej piękno urzekło mnie, tak jak kiedyś urzekła wieża kościoła świętego Matiasza w Budapeszcie. Tamtą wieżę zobaczyłam w nocy, na tle szafirowo - czarnego nieba. Jej podświetlony szczyt  zawieszony w przestrzeni, wyglądał niczym odwrócony kielich białej lilii. Tę ujrzałam w dzień a jej czerwona sylwetka z koronką białych kolumienek i gzymsów wydawała się tak skromna przy napuszonym, przeładowanym Duomo! Nie znałam wtedy miasta więc trochę  błądziłam zanim trafiłam na właściwą uliczkę, która zaprowadziła mnie do kościoła. Tam właśnie znalazłam moje magiczne miejsce. Nigdzie nie czułam takiego spokoju jak wtedy, kiedy wchodziłam i siadałam w jego chłodnym, cienistym wnętrzu. Rzadko ktoś tam zaglądał, czasem spotykałam kogoś zatopionego w modlitwie, czasem turystę, lub studenta Akademii Brera. Piękno tej świątyni zszarzało, pokryła je patyna wieków, a subtelne marmurowe detale - kurz, gdyż wszystko to czeka na swoją kolej do remontu (całe Palazzo Reale jest w trakcie restauracji). Nazwałam ten kościół „królową w łachmanach”, czasem wydawało mi się, że dzieje mu się straszna krzywda a jego nadzwyczajne piękno powinno być wyeksponowane i zyskać należytą oprawę. A w chwilę potem przychodziła mi do głowy refleksja, że może właśnie ta patyna i pozorne opuszczenie daje mu największy walor? Ta patyna jest świadectwem czasu, który przeminął a kurz przynieśli tu ludzie, których nie ma od stuleci. Być może, wymyty i odświeżony kościół  stanie się jedynie piękną dekoracją, odzyska blask lecz straci swą duszę?

 

 

poniedziałek, 05 kwietnia 2010

 

Mediolan Duomo


Bez wątpienia katedra czyli Duomo, jest centralnym punktem miasta i jego chlubą. Na przylegającym do niej placu i pobliskich ulicach, praktycznie w dzień i w nocy, jak rok długi, przelewają się tłumy turystów i stałych mieszkańców. Na schodach przed katedrą można odpocząć, poopalać się,  coś zjeść, umówić na randkę lub w interesach. Na placu odbywają się najróżniejsze imprezy, koncerty, manifestacje i tym podobne przedsięwzięcia. W sąsiedztwie są inne, istotne dla Miasta budynki: galerie handlowe, Palazzo Reale  (muzeum i miejsce wystaw), a przede wszystkim konny pomnik Wiktora Emanuela czyli tzw. "Koń" - nawet ktoś kto nie zna miasta , trafi bez problemu na spotkanie „przy Koniu”.

Osobiście nie jestem entuzjastką Duomo. Zawsze uważałam, że jest przeładowane, a nadmiar jego ozdób i detali przyprawia mnie o zawrót głowy. Jednak raz zdarzyło mi się, że widok katedry  „rzucił mnie na kolana''. Miało to miejsce w kiedy w pogodny wieczór zobaczyłam ją z okna samolotu. Na  jaskrawo oświetlonym placu wyglądała niczym subtelna rzeźba z kości słoniowej. Za chwilę mieliśmy wylądować, więc samolot leciał stosunkowo nisko, widać było nieomal jej detale. Miałam wtedy dużo szczęścia, zwykle chmury, mgła i smog okrywają wszystko, niwelując widoczność prawie do zera. Katedra od stuleci przebudowywana i ozdabiana, po wielu metamorfozach przybrała obecny, neogotycki kształt. Jej nieustający remont poszedł w przysłowie – „Fabryka Duomo'' to popularne określenie pracy, której końca nie widać, a jej początek ginie w pomroce dziejów. W ciągu ośmioletniego pobytu we Włoszech  fasadę katedry mogłam zobaczyć zaraz po przyjeździe i później, tuż przed powrotem do Polski. Reszta tego czasu to okres  jej remontu, podczas którego najpierw zasłonięto cały fronton, a następnie usuwano te zasłony po kawałku, w miarę jak kończono mycie i renowację kolejnego fragmentu. Niewątpliwie katedra jest jednym z najbardziej interesujacych zabytków miasta i nie sposób ją pominąć, nawet jeśli przyjeżdża się tylko  na kilka dni. Szczególną atrakcją jest możliwość spaceru po jej dachu ( wjeżdża się  windą, lecz osoby o lepszej kondycji mogą też wejść po schodach ). Z dachu Duomo widać praktycznie całe miasto, a w pogodny dzień można stąd podziwiać piękną panoramę Alp.

 

Fasada DuomoZdjęcie obok przedstawia częściowo zasłoniętą fasadę Duomo, jak widać, odnowiona część lśni czystością. 
Mediolan posiada złą sławę miasta o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Europie. Te zanieczyszczenia i związane z tym kwaśne mgły i deszcze, mają fatalny wpływ na kamień z którego zbudowano katedrę. Biało - różowy marmur szarzeje, kruszą się misterne detale, a posągom odpadają nosy i palce.  W związku z tym pracownikom „Fabryki Duomo” raczej grozi bezrobocie  gdyż  wyglada na to, że nie zabraknie im zajęcia przy kolejnych remontach.

 Ze względu na zagrożenie terroryzmem, do wnętrza  katedry można wejść tylko po uprzedniej kontroli, a karabinierzy sprawdzają wszystkich bez wyjątku. W tym celu należy stanąć w kolejce i otworzyć torebkę lub plecak. Patrząc jak  ochoczo poddają się temu turyści, trudno oprzeć się wrażeniu że traktują to jako  dodatkową atrakcję!

Jesli chcesz zobaczyc więcej zdjęć Mediolanu > album na Picasie.

http://picasaweb.google.pl/elzbieta.przymenska/MediolanMilano#

18:37, sukienka_w_kropki , turystyczny
Link Dodaj komentarz »

Na wstępie chcę napisać parę słów wyjaśnienia dlaczego zatytułowałam mego bloga właśnie tak, a nie inaczej. Tytuł ten jest być może mylący, gdyż  nie będę pisała o modzie dla pań, krawiectwie i tym podobnych  sprawach. Mimo to, pozostanę przy nim gdyż powstał on całkowicie spontanicznie a raczej można rzec, wychynął z mojej podświadomości. Ma to związek z latami mojego wczesnego dzieciństwa, kiedy  moi rodzice  (miałam wtedy trzy lata) przeprowadzili się z okolic Warszawy, gdzie się urodziłam, do Ostródy na Mazurach. Wtedy było to smutne, zrujnowane miasto. Zamieszkaliśmy na jego skraju w małym domku otoczonym ogrodami i trochę podmokłą łąką. Do dziś pamiętam moje pierwsze mazurskie lato w nowym domu. Pamiętam jak ochoczo wstawałam rano, bez niczyjej pomocy ubierałam się w moją ulubioną sukienkę w kropki,  wbiegałam do ogrodu, a potem  dalej, na łąkę. Wciąż widzę tę łąkę, jej bujną trawę, kwiaty i zioła wtedy mi nieznane i wysokie topole rosnące nad niedaleką Drwęcą.  Dzień po dniu dkrywałam ten nowy dla mnie świat. Od tamtej pory minęło wiele lat i  moje życie znalazło się na BARDZO DUŻYM ZAKRĘCIE. Wyjechałam do obcego kraju, daleko od wszystkiego co mogłam nazwać moim i nierzadko przyszło mi  w obcym języku mówić o tym, o czym czasem trudno jest powiedzieć w rodzimym. Niejednokrotnie pytałam sama siebie:  skąd czerpię tę siłę aby trwać, nie dać się próżnym żalom, goryczy i zwątpieniu? Szukając czegoś czym mogłabym wypełnić puste dni zaczęłam organizować mój wolny czas. Mieszkałam wtedy w pobliżu Mediolanu. Jest to miasto nie mogące się równać z Rzymem czy Florencją, lecz mimo to pełne historii, pełne życia i kultury przez bardzo duże "K". Pomału, krok po kroku zaczęłam odkrywać miasto a następnie jego okolice, wreszcie zaczęłam się zapuszczać w sąsiednie regiony. Mój plecak, mapy i przewodniki  wraz z butami i kijkiem do trekkingu zawsze były w pogotowiu, przygotowane na następny wypad. Kiedy miałam wolny dzień wstawałam rano i sprawdzałam pogodę za oknem. W zależności od aury pozostawało tylko zadecydować - góry? Jezioro? Inne miasto? Podczas jednej z takich wypraw nad jezioro Como które znałam tak dobrze a mimo to niezmiennie czarowało mnie swoim urokiem, niespodziewanie poczułam się jak wtedy, gdy jako mała dziewczynka w sukience w kropki uczyłam się nowego świata. I to jest właśnie ta historia.

| < Kwiecień 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie