Zawsze pasjonowało mnie odkrywanie świata, później narodziła się moja pasja fotograficzna. Przez wiele lat mieszkałam i pracowałam we Włoszech. Ich efektem jest nie tylko mnóstwo wspomnień tego co widziałam, lecz także kilka tysięcy zdjęć w komputerze. Moje wędrówki były odległe od najczęściej uczęszczanych szlaków, niemniej widziałam miejsca i rzeczy warte upamiętnienia. Dlatego też, postanowiłam na łamach tego bloga podzielić się moimi włoskimi impresjami. Co do innych zainteresowań - lubię malarstwo, literaturę i dobrą muzykę, niezależnie od gatunku.
Kategorie: Wszystkie | pamiętnik | turystyczny
RSS

turystyczny

środa, 25 kwietnia 2012

Wczoraj na moim blogu Ikroopka zostawiła mi komentarz w którym zachęca mnie do przenosin na Bloggera. Tak się złożyło, że był to moment w którym jej słowo stało się faktem, gdyż właśnie poprzedniego wieczora aktywowałam mój nowy, choć jednocześnie stary blog na Bloggerze. Nowy, bo w nowej szacie i na innym portalu, stary, bo tytuł pozostaje ten sam no i tematyka również pozostaje niezmieniona. Ponieważ mój dorobek nie jest oszałamiającej wielkości, postanowiłam sukcesywnie przenosić tamże stare wpisy, przy okazji szlifując je co nieco (co im z pewnością wyjdzie na dobre) gdyż jak już wspominałam kilkakrotnie, początki blogowania  były dla mnie bardzo trudne ze względu na problemy językowe będące skutkiem dziesięcioletniego pobytu we Włoszech i znikomego (w tym czasie) kontaktu z polszczyzną. Prawdę powiedziawszy, od dość dawna nosiłam się z tym zamiarem z powodu problemów które sprawiły, że pomału zaczęłam tracić ochotę na pisanie czegokolwiek. Nie tylko z przykrością zauważyłam że gwałtownie pogorszyła się jakość zdjęć które zamieściłam kilka miesięcy temu (niektóre stały się wprost nie do poznania) lecz również zamieszczając nowe napotykałam schody nie do przebycia, gdyż w większości przypadków zamiast fotki ukazywał się komunikat błąd wejscia/wyjścia. Ponieważ zdjęcia są immanentną częścią mojego bloga, taka sytuacja całkowicie odebrała sens temu, co robiłam dotychczas. Mimo iż pisałam w tej sprawie do Agory, sytuacja  nie zmieniła się na lepsze i pozostało mi jedynie pójść z radą Ikroopki. Tym, co mnie powstrzymywało do tej pory, była niewątpliwa przyjemność kontaktu z innymi blogerami którzy piszą na Bloxie. Jest tu wiele osób które odwiedzałam i vice versa. Te odwiedziny i komentarze zostawiane mi przez czytelników zawsze były dla mnie dowodem na to, że moje wpisy nie tylko pokazują im kawałek świata którego oglądanie było moim udziałem, lecz są też świadectwem, iż moje emigracyjne wspomnienia mogą być dla innych okazją do przemyśleń i zadania sobie kilku pytań: co dobrego i pięknego jest w ich życiu, co by oddali bez żalu a z czego nie zrezygnują za żadną cenę. Pisanie tego bloga jest dla mnie nie tylko opisem miejsc i doświadczeń z dziesieciu lat mojego życia i tego co było w nim piękne, choć być może było w tym również wiele ziarenek goryczy. To także sposób na życie po powrocie do domu, próba utrwalenia i usystematyzowania przeszłości oraz swego rodzaju gimnastyka dla umysłu i oswajanie języka polskiego poprzez ciągłe poszukiwania słów które celnie wyraziłyby moje myśli.

 Na zakończenie chciałabym podziękować tym wszystkim, którzy mi towarzyszyli przez te dwa lata i zaprosić do odwiedzin pod adresem

 http://sukienkawkropki.blogspot.com/

gdzie znajdą niektóre z moich pierwszych (być może im nieznanych lub zapomnianych) wpisów a także nowe, które zamierzam napisać w najbliższym czasie.

11:51, sukienka_w_kropki , turystyczny
Link Komentarze (11) »
niedziela, 08 kwietnia 2012

wiosna 

 Tytuł tego wpisu to dzwięczne włoskie przysłowie, które w dosłownym tłumaczeniu brzmi:"Boże Narodzenie spędzaj z rodziną a Wielkanoc z kim chcesz!" Słyszałam je wielokrotnie, bo Włosi, przynajmniej na północy, powtarzają je często i chętnie. Tak też jest przyjęte -  Boże Narodzenie spędza się w domu, natomiast podczas świąt Wielkiej Nocy wiele osób wyjeżdża  z przyjaciółmi na pierwsze wiosenne wycieczki, choć oczywiście robi się też wspólne, rodzinne wypady. Wiosna, która w Lombardii zaczyna się przynajmniej miesiąc wcześniej niż w Polsce, pod koniec marca zaczyna rozpieszczać ludzi promieniami słońca, kwitnącymi magnoliami i glicyniami, oraz pierwszą delikatną zielenią. Jeśli Święta wypadają nieco później, w kwietniu, jest oczywiście jeszcze cieplej i bardziej zielono a wtedy naprawdę trudno się oprzeć chęci wyjścia z domu na "łono natury". Oczywiście, osoby wierzące uczestniczą w kościelnych uroczystościach, choć mam wrażenie że przyklada się do tego coraz mniejszą wagę, przynajmniej na północy kraju. W Niedzielę Palmową obowiązkowo należy przynieść do domu poświęcone gałązki oliwne, które tu spełniają rolę naszych kolorowych, bogato przystrojonych palm. W tym dniu we wszystkich kościołach  leżą stosy świeżo ściętych gałęzi oliwki, można też kupić malutkie gałązki związane czerwoną wstążeczką, w celofanowym woreczku. Te gałązki nie tylko przynosi się do domu, lecz również ofiarowuje   przyjaciołom, krewnym i znajomym. Podczas mojej pracy w Domu Opieki niejednokrotnie rodziny prowerzyściacjentów lub oni sami, wręczali mi z okazji Świąt malutkie paczuszki z taką gałązką i jakimś drobiazgiem, często własnoręcznie wykonanym. W ten też sposób weszłam między innymi w posiadanie kilku koronkowych serwetek robionych na szydełku lub klockach, które są dla mnie jednymi z najmilszych pamiątek. W przeciwieństwie do Polaków dla których znaczna część tradycji to uciechy stołu, Włosi mają w tym względzie obyczaje nieco skromniejsze. Jednak w każdym domu musi znaleźć się tradycyjne ciasto zwane "la colomba" czyli "gołąbka". Jest to rodzaj lukrowanej drożdżowej babki z migdałami, upieczonej w formie która faktycznie nieco przypomina sylwetkę gołębia w locie, choć mnie się kojarzy raczej ze zdeformowanym, równoramiennym krzyżem. Z tym ciastem wiąże się legenda w której jest mowa o mojej ulubionej królowej Teodolindzie, władczyni Longobardów. Podobno w VII wieku na dwór królewski w Pawii przybyli irlandcy mnisi, pod przewodnictwem św. Colombana. Ponieważ był to okres Wielkiego Postu, zgorszyli się oni królewskim stołem, który uginał się od pieczonego mięsa. Zakonnicy nie chcieli jeść, więc Colomban pobłogosławił potrawy i wtedy ku powszechnemu zaskoczeniu pieczone mięso zamieniło się w biały chleb. Tę legendę wykorzystała firma Motta i w 1900 roku zaczęła wypiekać wielkanocne babki w kształcie gołąbka, nawiązując nie tylko do imienia świętego lecz również do tradycji która każe go przedstawiać z białą gołębicą siedzącą na ramieniu. Dziś tymi wypiekami trudni się wiele dużych firm i małych prywatnych piekarni, gdyż na żadnym włoskim stole nie może zabraknąć "la colomby". Inną "słodką tradycją" są czekoladowe jajka z niespodzianką. Są to nie tylko małe jajeczka ale również ogromne, nieraz nawet półmetrowe jaja, bogato przystrojone. Wewnątrz można znależć różne cuda: zabawki,  słodycze a nawet apaszkę lub krawat, gdyż w sklepach są jajka dla panów, dla pań, dla dzieci a także dla całej rodziny. Idąc z wielkanocną wizytą obowiązkowo należy coś ofiarować gospodarzom, więc po świętach w domach piętrzą się "gołąbki" i czekoladowe jaja. Małym dzieciom wmawia się że prezenty przynosi wielkanocny zajączek a w sklepach podobnie jak u nas, w tym okresie pełno jest świątecznych dekoracji z wizerunkami zająca, baranka i kury na jajkach a także kolorowych sztucznych jajek, choć nie ma tu tradycji malowania jaj  w domu, tak jak to się robi w Polsce. W związku ze Świętami jest tu jeden obyczaj, który wiele osób uważa za barbarzyński. Chodzi o zabijanie malutkich baranków (rzadziej kobaranekźląt) na wielkanocną pieczeń. Z tym zwyczajem walczą różne stowarzyszenia na rzecz zwierząt, rownież telewizja piętnuje tę świąteczną hekatombę. Mam wrażenie, że powoli przynosi to pozytywne rezultaty i być może kiedyś  powszechna rzeź baranków  odejdzie w zapomnienie. W tym kontekście najsympatyczniejszy i chyba najzdrowszy zwyczaj, to wspólne wycieczki. Wiele osób idzie w góry, organizuje się też rajdy rowerowe i motocyklowe. Wygodniccy wsiadają do samochodu aby jechać do niejednokrotnie dość odległych, malowniczych miejscowości, gdzie można miło spędzić dzień i zjeść posiłek w restauracji lub wiejskiej oberży. Pod koniec marca na lombardzkich jeziorach zwiększa się ilość kursujących statków, które w okresie wielkanocnym cieszą się dużym powodzeniem. Biura podróży również nie próżnują i oferują interesujące pakiety zarówno dla miłośników aktywnego uprawiania sportu jak i amatorów historii ( kilkudniowe wypady do Rzymu, Florencji czy Wenecji, a także innych, pięknych miast pełnych skarbów sztuki ). Nie brakuje też prozozycji dla pospolitych leniuchów którzy po prostu chcą "zmienić powietrze". Jeśli chodzi o mnie, święta najczęściej spędzałam w pracy, choć zdarzyło mi się parokrotnie  że miałam dzień wolny i również mogłam "wyskoczyć w plener". W te wczenowiosenne dni szczególnie lubiłam wypady do Valle d'Intelvi. Jest to  piękna okolica pomiędzy jeziorami Como i Lugano, leżąca na dość znacznej wysokości, gdzie można podziwiać zieleniejące szczyty gór i doliny porośnięte kwitnącymi tarninami. Lubiłam te dni kiedy w powietrzu jeszcze ostrym po zimie, wilgotnym od niedawno stopniałego śniegu, wiatr przynosił mi delikatny zapach świeżo rozkwitłych drzew i krzewów. Wędrując po górach często spotykałam stada owiec, wśród których były matki z małymi. Zawsze miałam do nich wielki sentyment z uwagi na moją córkę Martę, która urodziła się w znaku Barana, toteż nie ominęłam żadnej z okazji aby im zrobić mniej lub bardziej udane zdjęcie. Muszę przyznać że są to zwierzęta  spokojne, ładnie "pozują" i raczej nie uciekają sprzed obiektywu. Moją drugą pasją było fotografowanie Baranka Eucharystycznego którego interesujące wizerunki napotykałam w tutejszych kościołach. A nawiasem mówiąc, jednym z najczęstszych pytań które mi zadawano, to czy Polacy są prawosławni, czy faktycznie używamy tego samego kaledarza co Włosi i kiedy obchodzimy ważniejsze koscielne  święta...

 baranek

 

 

Na zakończenie chciałabym życzyć Wszystkim odwiedzającym zdrowych i wesołych  Świąt!

 
 
 
 
Po długich męczarniach udało mi się zamieścić zdjęcia a do tego w międzyczasie zniknęła mi większość posta ( który odzyskałam, bo był zapisany w Wordzie). To chyba wielkanocny prezent od bloxa, bo na primaaprilis to raczej za późno!?

 


17:11, sukienka_w_kropki , turystyczny
Link Komentarze (18) »
| < Kwiecień 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
O autorze
Najlepsze Blogi

Pisz swój dziennik w Internecie